Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perspektywa Aleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Perspektywa Aleca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 37 ALEC


Czy rozumiał coś z tego? Nie. I nie chodziło nawet o oczy Santiago, czy o to, że wszyscy zapominali. Chodziło o coś całkiem innego.
- Alec pamięta wszystko - powiedziała Jane otwierając drzwi do komnaty Marka. Weszła, jak do siebie i podeszła do biblioteczki. - Będzie nam łatwiej coś znaleźć.
- Alec? - Marek spojrzał na niego z ciekawością. - Więc co dokładnie pamiętasz?
- Santiago ma szare oczy, ale... - zaczął, jednak Mark mu przerwał.
- Nie powinieneś o tym pamiętać. Nie wiemy co to, ale nikt tego nie pamięta. Zwłaszcza tego szczegółu...
- Ja pamiętam - powiedział Alec, a Jane w tym momencie podała Markowi księgę. - Skoro znamy jakiś szczegół, może poszukajmy czegoś, panie.
Marek uważnie kartkował księgę, co chwila się przy czymś zatrzymując.
- Oczy - podpowiedziała dość niepewnie Jane, zerkając na Aleca. Marek kiwnął głową i szukał dalej.
Cała sytuacja wydawała się Alecowi irracjonalna.
- Prawdopodobnie nawet jeśli znajdziemy co to jest, to reszta i tak nie będzie miała o niczym pojęcia. I chyba to nawet lepiej - powiedział w końcu Marek i odłożył księgę. - Nic tam nie ma. Są co prawda zioła, których opary są w stanie doprowadzić do tego, że wampiry zapominają o jakichś ważnych szczegółach, czy wydarzeniach, ale nic co by tłumaczyło te oczy.
Chwilę później Alec i Jane wyszli. 
- Od kiedy nad tym pracujecie? - zapytał, kiedy weszli do jego komnaty.
- Wczoraj rano zauważyłam i... i poszłam do Trójcy. Aro tak szybko zapomniał, większość szybko zapominała. W końcu stwierdziliśmy, że musimy się zająć tym sami.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi?
- Kajusz nalegał, żeby zacząć od Eleazara, Renaty i Feliksa. Obaj uparli się, że mówienia tobie to strata czasu.
- Dlaczego? - zapytał, a Jane zmieszała się, jakby nie spodziewała się tego pytania.
- Nie wiem. Ja... nie pytałam...
Alec spojrzał uważnie na siostrę. Wydawał się taka smutna. I trochę przestraszona.
- Powinnaś przyjść z tym do mnie. Pomógłbym ci.
- Wiem, ale byliśmy zajęci. Marek i Kajusz szukali czegoś w księgach, wypytywali Eleazara, czy nie wyczuł w pobliżu wampira z darem, a ja... Ja szukałam poza miastem. I musieliśmy uważać, żeby Santiago się nie zorientował. Posłuchaj, naprawdę chciałam ci o wszystkim opowiedzieć...
Przytulił ją. Nie do końca wierzył siostrze, ale nie miał zamiaru jej tego pokazywać. Nie kiedy go potrzebowała. Bo akurat w to nie wątpił.
- Dziękuję. Musimy się dowiedzieć co się dzieje. I teraz, kiedy wiesz o wszystkim, to... wiem, że się uda. Musi.
- Czego dokładnie szukałaś poza miastem? Może mógłbym jakoś pomóc.
- Ja... pomyślałam, że może... - Jane wyglądała na zmieszaną. - Pomyślałam, że może łowcy mogliby coś wiedzieć. Chciałam dowiedzieć się, gdzie przeniósł się Amerigo...
- Sądzisz, że jego żona rozmawiałaby z tobą? - zapytał Alec. Nie wierzył w to i nie sądził, że Jane powinna robić coś tak niebezpiecznego, zwłaszcza sama.
- Amerigo mógłby ją przekonać... chyba.
- Chyba? Jane, ona cię zaatakuje, jeśli użyjesz daru, Amerigo cię znienawidzi i nic nie zdziałasz, jeśli nie użyjesz, zginiesz zanim powiesz choć słowo.
- Nie jestem głupia! - warknęła Jane. - Ulver się do nich przyłączyli.
- Wilkołaki?
- Zostali prawie sami zmiennokształtni. Między innymi Ana. Jestem pewna, że nasze hasło ciągle jest aktualne, oraz, że zostało przekazane łowcom.
- Więc uważasz, że masz szansę?
- A masz lepszy pomysł? Amerigo z żoną wyniósł się niedługo po śmierci Thomasa. Przyjadą dopiero na rocznicę, czyli za pół roku. Wolałam nie ryzykować spotkania z innymi łowcami, ale jeśli nie dowiem się, gdzie teraz są... będę musiała spróbować.
- Jak ich szukałaś?
- Zostawili służbę. Przed wyjazdem każdemu znaleźli pracę u swoich znajomych, większości całkiem niedaleko, ale dwie osoby wyjechały za nimi. Nawet nam droga w jedną stronę zajmie pół nocy.
- Czy Athendora wie o wszystkim? - zapytał Alec wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
- Udało jej się pamiętać przez trzy godziny, ale Kajusz nie chciał jej w to mieszać. O czym myślisz?
- Mogłaby pójść na polowanie. Wiem, że ani ona, ani Sulpicia nie wychodzą, ale jeśli się uprze, to jej nie odmówią.
- Kajusz nie zgodzi się, żeby tak zaryzykować.
- Ależ ona wcale nie będzie ryzykować. Pójdziemy większą grupą. Athendora każe nam ruszyć przodem i rozeznać teren. Wyjdziemy kilka godzin przed zmierzchem, żeby wrócić rano.
- Nawet gdyby się zgodziła, jeśli zapomni, to będzie źle.
- Najpierw spróbujmy ją przekonać, jeśli Marek i Kajusz pójdą z nią, będą mogli jej przypominać.
- Zapytać nie zaszkodzi.
Chwilę później wyszli z komnaty Aleca. Spokojnie przeszli do skrzydła trójcy.
Kiedy Jane przedstawiła Kajuszowi i Markowi pomysł Aleca, nie spotkał się on z pozytywnym przyjęciem. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Jane, Kajusz i Marek wyglądali, jakby toczyli bitwę na spojrzenia. Alec miał wrażenie, że nie zauważył jakiejś kłótni.
- To niebezpieczne. Athendora nie ma żadnego daru - powiedział w końcu Kajusz.
- Będzie z nią Renata, Demetri, Eleazar i kogo jeszcze sobie wybierze. Oraz my pójdziemy - powiedział Marek a Alec prawie się uśmiechnął. Kajusz miewał inne zdanie, ale nie sprzeciwiał się bratu. Zwłaszcza w trudnych decyzjach.
- Athendora musi sama się zgodzić. A ja nie będę jej przekonywał. - Kajusz, zgodnie z przewidywaniami Aleca, nie sprzeciwi się.
- Ani odwodził - dodał Marek
- Zgoda. Powinna być w naszej komnacie. Chodźmy.
Alecowi prawie zrobiło się żal Kajusza. Nie dziwił się, że nie chciał ryzykować życiem własnej żony, ale nie mieli wyboru. Santiago nie mógł nic podejrzewać. Co prawda wyjście Athendory nie było normalne, ale czasami, po większej kłótni z Kajuszem żądała czegoś niezwykłego z ramach przeprosin. Wspólne polowanie pasowało idealnie.
Athendora miała na sobie zieloną suknię, czarne włosy związała na karku. Z uśmiechem spojrzała na męża i towarzyszące mu wampiry.
- Spędzaliście tyle czasu w komnacie Marka, że zaczęłam się zastanawiać, kiedy poprosicie mnie o pomoc.
Kajusz skrzywił się, a Athendora zaśmiała się.
- Owszem, potrzebujemy twojej pomocy - powiedział Marek i opowiedział o Santiago.
- Opowiadaliście mi już o nim. Zapomniałam tak jak wszyscy inni - powiedziała Athendora spokojnie. - Domyślam się, że nadal nie wiecie, co to powoduje. Macie jakiś trop, ale poza Volterrą. Potrzebujecie czasu, ale nie możecie po prostu powiedzieć Aro, że nie będzie was dzień, czy dwa, ponieważ nie chcecie zwracać uwagi Santiago. Jeśli ktoś mu to zrobił, to na pewno jest niebezpieczny. A więc potrzebujecie kobiety, której wspomnień Aro nie ma prawa przejrzeć, aby nie wzbudzić podejrzeń.
- Chcemy, byś udała się na polowanie. Rzecz jasna z eskortą. Jane i Alec w tym czasie pobiegną dowiedzieć się, gdzie aktualnie przebywają łowcy, którzy mogą być w posiadaniu informacji o takim wampirze.
- Bądź wilkołaku. Nie zapominajmy, że nie bez powodu są naszymi wrogami. Po przemianie u nich także pojawiają się dary.
- Aktywne w czasie pełni, związane z żywiołami - powiedział Marek, najwyraźniej wykluczając taką możliwość.
- Nie zawsze. Wilkołaki z urodzenia, te w pełni śmiertelne, posiadają również inne dary, działające każdej nocy. Jeśli są ze starego rodu, czasem ich dary działają również w dzień.
- Nie wiedziałem, że wiesz tyle o wilkołakach - powiedział Marek, najwyraźniej nie do końca przekonany o prawdziwości tych informacji.
- Jestem od was starsza, teraz spędzam całe dnie w tym skrzydle, ale kiedyś sama o siebie dbałam. Ciężkie czasy skutkują sojuszami zaciekłych wrogów. Dowiedziałam się wiele o wilkołakach i przysięgłam nie zdradzać tego, jeśli nie będzie uzasadnionego podejrzenia, że zagrażają mi i mojej rodzinie.
- Teraz jest takie podejrzenie?
- Tak. Wilkołak, który przez lata ze mną współpracował, w czasie pełni był w stanie wprowadzać ludzi, wampiry i wilkołaki w taki właśnie stan. Odwracać ich uwagę od jakiegoś szczegółu. Jego potomek byłby w stanie kontrolować to nawet w ciągu dnia.
- Skąd ta pewność? I dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?
- Bo jego córka była człowiekiem. Została poczęta przed jego przemianą. Nie została przemieniona, chciała pozostać człowiekiem. Temudżyn się zgodził, zresztą, miał na głowie wojnę i córka - człowiek była znacznie bezpieczniejsza, niż gdyby została przemieniona. Jego władca nie pozwoliłby jej się ukrywać. Zostałaby przeszkolona i walczyłaby. Jednak sprawdziłam prawdopodobieństwo rozwinięcia się daru do dzisiaj. Gdyby dziecko, albo wnuk Yesugen został zmieniony, to teraz dar byłby odpowiednio silny.
- Równie dobrze taki dar mógłby mieć wampir.
- Nie. Dary się nie powtarzają. U wilkołaków rozwijają się z pokolenia na pokolenia, dlatego żaden wampir nie dostałby takiego...
Athendora nagle przerwała i otworzyła szufladę biurka. Wyciągnęła zapisane kartki i uważnie przejrzała. Przez kilka minut ignorowała pytania Marka i Kajusza, a następnie oderwała wzrok od notatek i spojrzała na nich.
- Opowiedzcie mi co się stało.
Marek kiwnął głową i ponownie opowiedział o Santiago.
- Jeśli żadne z dzieci Yesugen nie zostało wilkołakiem istnieje szansa, że Temudżyn, umierając, nie mógł zapewnić jej ochrony sfory. Wysłałby wtedy ją za mną, ponieważ byłam mu winna przysługę. Byłam jednak pewna, że syn Yesugen został zmieniony, gdy tylko wszedł w dorosłość. - Athendora po kolei spoglądała w oczy każdego z nich. - Musicie mi przysiąc, ze to nie opuści tego pokoju. Jeśli to zrobicie, to dar, który mnie zobowiązał, uniemożliwi Aro odkrycie tego.
- Przysięgam - powiedziała Jane, a po chwili powtórzył Alec. Marek i Kajusz również przysięgli.
- To chroni tylko przed wymuszeniem tej tajemnicy. Z własnej woli możecie powiedzieć o tym każdemu. Rano wyrażę chęć wybrania się na polowanie. Pójdę ja, mój mąż, Renata i Feliks. Oraz oczywiście wy - dodała, uśmiechając się do Jane i Aleca. - Demetri, Eleazar i ty, Marku, musicie zostać z Aro i Santiago. Eleazar niech uważnie obserwuje i daje wam znać o każdym darze, jaki wyczuje. Dodatkowo Alec musi zostać z nami. Do łowców Jane pójdzie sama. Jeśli zostaniemy zaatakowani przez sforę nie poradzimy sobie bez daru Aleca. A poza tym Jane zna zmiennokształtną, z której sforą zawarliśmy pakt.
- Nie zostawię Jane - powiedział Alec.
- Nie dziwię ci się, ale sama będzie bezpieczniejsza. Jeśli chcesz rozmawiać z łowcami najlepiej iść samemu. My idziemy do nich, muszą czuć się silniejsi.
- Ale nie wiem, czy od razu znajdę łowców. Nawiązuję tylko kontakt ze służbą.
- Sama w to nie wierzysz. Tej nocy albo znajdziesz łowców, albo stracisz swoją szansę.
Wychodząc z komnaty zarówno Alec, jak i Jane nie byli w dobrych nastrojach.
- Ma rację. Muszę iść sama - powiedziała Jane, gdy zamknęła drzwi do swojej komnaty.
- Wiem o tym, ale to nie sprawia, że czuję się lepiej. Jesteś moją siostrą, powinienem być przy tobie.
Jane przytuliła się do Aleca.
- Też wolałabym, żebyś poszedł ze mną, ale nie możemy ryzykować. Athendora... no cóż, nie mogę się z nią nie zgodzić.


Wróciłam. Dokończę tę historię, jednak nie obiecuję, że rozdziały będą pojawiały się często, czy w równych odstępach czasu. Ale będą. Obiecuję. 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 36 ALEC

Hej! Wróciłam z nową porcją weny i milionem pomysłów. Jedynym problemem jest brak komputera, który jakieś dwa miesiące temu postanowił przestać działać. Tak więc rozdziały nie będą pojawiały się tak często, jakbym chciała.

Rozdział 36

Jane znowu nie było w pokoju. Nie zdziwiło go to zbytnio. Ostatnio pokochała las i spędzała tam chyba każdą wolną chwilę. Jednak teraz był to niewielki problem. Trójca chciała ich widzieć. Miało to związek z tym co Aro zobaczył we wspomnieniach Aleca. Najdziwniejsze w tym wszzystkim było to, że gdy to oglądał, obaj musieli naprawdę bardzo skupić się na tym wspomnieniu, by Aro zdołał dostrzec szare oczy. Postanowili wezwać Santiago, jednak dla bezpieczeństwa uznali, że będzie lepiej, jeśli pojawi się Jane. Ale ona, rzecz jasna, musiała zniknąć. Westchnął i pobiegł do lasu. Nie był wybitnym tropicielem, jednak bez trudu odnalazł trop siostry. Znalazł ją tym szybciej, że ona zmierzała w kierunku zamku.
- Coś się stało? - zapytała, gdy tylko go zobaczyła, a Alec uważnie się jej przyjrzał. Pierwszy raz od miesięcy widział ją biegnącą z lasu. Do, to i owszem, ale nigdy z. I to pytanie. Ona wiedziała, że coś się stało.
- Chyba tak, ale lepiej będzie jak wyjaśnię ci to wszystko... gdzie indziej. - Skoro Jane nie chciała mu powiedzieć, on nie będzie naciskał. Miała prawo mieć sekrety, którymi nie chciała dzielić się nawet z bratem.
Biegiem ruszyli do sali tronowej. Jene nawet nie spojrzała na brata przez całą drogę. Wprawdzie było to tylko kilka sekund, ale on czuł się dziwnie.
- Jane, czy widziałaś ostatnio Santiago? - zapytał Aro, kiedy tylko weszli. Jane ukłoniła się, po czym zmarszyczyła brwi.
- Santiago, panie? Wczoraj rano przyszedł do mnie pożyczyć książkę. Czy coś z nim się stało?
- Czy coś cię w nim zdziwiło?
- Nie... - nagle Jane przerwała. Zmarszczyła brwi i spojrzała na Aro, potem na Kajusza, na końcu przez chwilę zatrzymała wzrok na Marku. - Tak. Nie wiem jakim cudem mogło mi to wylecieć z głowy. Nie mam pojęcia dlaczego, zachowywał się całkiem noramlnie, ale coś mi nie pasowało w jego twarzy.
- Ma szare oczy - powiedział w końcu Aro uważnie patrząc na Jane.
- Niemożliwe. Zauważyłabym...
- No właśnie nikt nie zauważył. Tylko Alec. - Gdyby nie to, że słowa te wypowiedział Marek, Alec mógłby przysiąc, że usłyszał w tym tonie naganę. Jednak Marek mówił tylko takim tonem.
Aro westchnął i rozkazał przyprowadzić Santiago.
Jane patrzyła przed siebie. Szli powoli i Alec zaczynał czuć się niezręcznie. Miał wrażenie, że Jane się na niego obraziła.
Kiedy zapukali do drzwi, Santiago otworzył niemal natychmiast.
- Tak?
- Aro, Kajusz i Marek chcą cię widzieć - powiedziała spokojnie Jane, uśmiechając się delikatnie. Gdyby nie był świadkiem, jak kilka chwil wcześniej Aro wyjaśnia jej wszytko co wiedzieli, stwierdziłby, że nie ma o niczym pojęcia.
- A więc coś się szykuje? To dobrze, zaczynałem się już nudzić.
Santiago ruszył przodem, nie czekając na nikogo. Alec poszedł za nim, a Jane nie ruszyła się z miejsca.
- Jane, idziesz? - zapytał, a zamiast odpowiedzi otrzymał uśmiech. Jane podbiegła do niego i szli ramię w ramię. Widział, że coś jest nie w porządku, miał ochotę zapytać co się dzieje, ale odpuścił. Mieli coś do zrobienia, prywatne rozmowy musiały poczekać.
Alec miał wrażenie, że nie zbliżają się do celu. Wprawdzie szli powoli, jednak nie przypominał sobie, by przejście od pokoju Santiago do sali tronowej, kiedykolwiek zajmowało tyle czasu. Zerknął na Jane, jednak nie wyglądało, że coś zauważyła.
Kiedy w końcu doszli na miejsce, Alec przez chwilę nie mógł sobie przypomnieć dlaczego mieli przyprowadzić Santiago. To było coś bardzo dziwnego, wampir nie powinien zapominać o czymkolwiek, a zwłaszcza o takich rzeczach. A on zapomniał. Tylko na chwilę, ale jednak...
- A więc, czemu mnie wezwaliście? - zapytał spokojnie Santiago, po czym się ukłonił. Aro spojrzał na niego zdziwiony.
- Tak, chodziło nam o... - Aro przerwał i spojrzał na braci. Alec nie mógł w to uwierzyć. Zapomnieli. Co to była za magia?
- Panie, chodziło o... - zaczął mówić, ale Jane mu przerwała.
- O polowanie. Zmianę grup. Santiago ma odtąd polować z Alecem, bo Eleazar woli wybierać się poza miasto. Twierdzi, że tu nie ma szans znaleźć kogoś z interesującym darem. A nikt inny nie chciał się zamienić.
Alec spojrzał ze złością na siostrę, ale ona nie zwróciła na to uwagi.
- I po to mnie wzywaliście? Nie trzeba było się kłopotać. Dla mnie nie ma żadnego problemu. - Santiago zaśmiał się, po czym ukłonił i odszedł. Chwilę później Jane zrobiła to samo, dając bratu znak, żeby poszedł za nią.
- Dlaczego to powiedziałaś? - zapytał Alec, jak tylko wyszli. - Z nim jest coś...
- Lepiej chodźmy na spacer.
Alec spojrzał na siostrę. Wyglądała na przestraszoną. Natychmiast się uspokoił i ją przytulił.
- Chodźmy.
Rzecz jasna poszli do lasu. Jane nie odzywała się ani słowem przez dobre pół godziny.
- Dlaczego? - zapytał w końcu Alec.
- Znowu by zapomnieli. Ja zauważyłam to już kilka dni temu i... nie wiem jak to wyjaśnić. Strasznie naciskało, abym zapomniała. Teraz też tak było. Żeby pamiętać muszę cały czas o tym myśleć. A to nie jest łatwe. Nie wiem dlaczego, ale tylko my o tym pamiętamy. I jeśli coś wiem, to, że Santiago nie może się zorientować.
- A więc, co robimy?
- Udajemy, że wszystko jest w porządku, ale mamy go na oku. Dlatego załatwiłam przeniesienie go do twojej grupy na polowaniu. Ja postaram się zaglądać do niego w zamku.
- Nikogo nie wpuszcza do siebie.
- Przyszedł do mnie po książkę. Raczej nie spodziewa, że coś wiem. Może poproszę go, żeby nauczył mnie łaciny i greki. Z łaciną idzie mi nie najgorzej, ale wielu słów i zwrotów nadal nie rozumiem.
- A jeśli cię zaatakuje?
- Siła mojego daru wystarczy, żeby go zatrzymać choć na chwilę. Więc zdążę uciec.
- Jane... a może lepiej ja będę go obserwował, a ty pożyczysz od Marka tamtą dziwną księgę... wiesz o którą mi chodzi... i poszukasz czegoś. Ostatnio zbyt wiele razy się narażałaś.
- W tym wypadku przeglądanie tej księgi może być bardziej niebezpieczne. Santiago mógłby się zorientować, że czegoś o nim szukam. Poza tym ona jest napisana, w większości, po grece. Kilka urywków po łacinie, ale ostatnio nawet ich nie rozumiałam. To też powód, dla którego wpadłam na ten pomysł z nauką.
- Jesteś pewna? - Alec nie był przekonany. Ryzyko, na które chciała się rzucić jego siostra, było zbyt duże. To, co stało się z Santiago... za bardzo przypominało opętanie Felixa. Tylko Santiago zachowywał się całkiem normalnie. No, prawie.
- Wiem, że to niebezpieczne, ale nie możemy ryzykować.
- Dobrze - powiedział w końcu zrezygnowany Alec. Musiał jej zaufać. Była silna, wiedział, że sobie poradzi. Ale on, jako jej brat, po prostu musiał ją chronić. - Ale warto by przejrzeć księgę. Może tam być coś... na ten temat.
- Pod warunkiem, że użyto na nim daru bardzo starego wampira. Tam Aro jest wspomniany w ostatnim fragmencie. I to jako nowonarodzony! A, z tego co wiem, księga była pisana przez setki lat.
- Eleazar przeczytał ją i mówił mi, że nie zostały tam opisane tylko dary, ale też substancje oddziałujące, w jakikolwiek sposób, na wampiry. Nie było tego dużo, ale jednak. Poza tym... - Alec zawahał się. Eleazar powiedział mu to w tajemnicy. Obaj szukali wyjaśnienia utraty przytomności Jane. Wprawdzie ogólnie przyjęto wersję, że to z rozpaczy, bowiem myślała wówczas, że jej brat nie żyje. Ale Aleca i Eleazara to nie do końca przekonywało. Była to jednak najbardziej prawdopodobna wersja. Przynajmniej od kiedy upewniono się, że to nie jakiś dar. Ale to była jego siostra. Osoba, której ufał bardziej niż komukolwiek. - Eleazar mówił, że księga nie powinna mieć takiej formy. Po pierwsze język, po drugie styl. Wydawało się mu, że księga nie jest oryginalna. Że została nie tylko przepisana, ale również skrócona i przetworzona. Tak jakby ktoś ją przeczytał, a potem zapisał to, co zapamiętał.
- Jak to? - Alec zobaczył zdziwienie na twarzy siostry.
- Pojawiały się... odnośniki, do roślin, istot, wampirów, które miały zostać potem... rozwinięte, ale nie były. Gdyby pojawiło się to raz, czy dwa, Eleazar stwierdziłby, że nie było więcej informacji, albo dana cecha była jedyną ciekawą, ale...
- Czyli nie znajdziemy tam nic przydatnego?
- Tego nie powiedziałem. W końcu zaproponowałem, żeby się z nią zapoznać. Tam jest naprawdę wiele przydatnych informacji.
Alec uważnie przyglądał się siostrze, która najwyraźniej się zamyśliła. Może próbowała sobie coś przypomnieć, a może zastanawiała się, czy coś wyznać. Tego Alec nie wiedział, ale czuł, że musi dać jej choć chwilę czasu. W końcu spojrzała na niego.
- Tak naprawdę nie tylko my dwoje wiemy o Santiago. Marek i... - Jane zawahała się przez chwilę. - Kajusz. Im jeszcze trudniej niż nam jest nie zapomnieć. Właściwie Kajuszowi Marek ciągle musi powtarzać. Ale cały czas pamiętają, że coś jest nie tak z Santiago.
- Ale wtedy, przy Aro...
- Nie wiemy dlaczego, ale Aro... on zapomina jeszcze szybciej niż ktokolwiek inny. Próbowaliśmy powiedzieć o tym praktycznie wszystkim. Zapominali... no cóż, najpóźniej po kilku minutach. A teraz, kiedy z nim szliśmy... tak strasznie mnie rozpraszało. Przez kilka sekund nie wiedziałam, dlaczego go prowadzimy.
- Ja nie miałem takiego problemu - przyznał Alec. Nie rozumiał, dlaczego jest aż tak odporny.
- Czy... czy pamiętasz jakiego koloru były jego oczy? - zapytała nagle Jane.
- Szare. Były szare.
Jane uśmiechnęła się.
- Nie jestem pewna, czy Marek i Kajusz pamiętają. Przez to, że zaczęłam myśleć o tej księdze, wydawało mi się, że były normalne.
- Wiec dlaczego zapytałaś o kolor? - zapytał Alec, zastanawiając się, co jeszcze ukrywa Jane.
- Bo na wspomnienie Santiago, pierwsze co mi przyszło na myśl, to oczy. Zdecydowanie zbyt normalne. Posłuchaj, musimy iść do Marka. On ma księgę i jest w stanie ją przeczytać. Sądzę, że chciał to zrobić, ale...
- Mógł zapomnieć - dokończył Alec. Dopiero zaczęło do niego docierać, jak groźna mogła być ta sytuacja.




Obiecałam rozdział w czerwcu, więc jest. Wiem, że dość późno ale niestety wcześniej się nie dało. Nie wiem, kiedy będzie następny, ale możliwe, że już w weekend, bo mam mnóstwo pomysłów na tę przygodę :)

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 35 ALEC

Alec uważnie obserwował siostrę. Z polowania wróciła kilka minut wcześniej. Była pierwsza, jak zwykle. Zawsze kończyła pierwsza, nie zabijała więcej niż musiała. Wiele wampirów nie mogło doczekać się polowań, lubiły jak ofiary uciekały. A Jane zawsze była inna. Ale nawet ją Volterra zmieniała. Obojętność przed zamordowaniem człowieka... kiedyś w takim momencie na jej twarzy pojawiało się obrzydzenie.
- O czym myślisz? - zapytała Jane leżąc na łóżku.
- O niczym ważnym - odpowiedział. - Już nie śpisz?
- Nie jestem  zmęczona.
Zaśmiali się. Alec był zadowolony, że chociaż spędzają jeszcze razem czas. Chciałby odejść z Volterry. Nie na zawsze, na kilka dni. Odejść daleko, dać Jane kilka chwil bez nadzoru, bez tego wszystkiego. Ale nie śmiał tego zaproponować. Nie w świetle tego, jak skończyła się ich ostatnia wyprawa. Jane najwyraźniej też o niej myślała.
- Chciałabym odwiedzić grób Thomasa. I zobaczyć się z Amerigo.
- Żona Amerigo jest łowczynią - przypomniał jej Alec. Tak naprawdę nie chodziło mu o nią. Martwił się o Jane. Dopiero niedawno przestała się obwiniać.
- Jesteśmy rodziną.
- Nie teraz, za rok - poprosił Alec. Chciał dać wszystkim czas.
- Pół.
Kompromis. Każdemu odpowiadało. Jane w sumie też wyglądała na zadowoloną. Chyba tak naprawdę nie czuła się gotowa.
Alec nie został u siostry długo. Obiecał oddać Feliksowi książkę. Tyle, że najpierw musiał ją znaleźć.
Książki leżały na łóżku. Wszystkie. A wśród nich nie było tej której szukał. Sprawdził jeszcze raz. Musiał ja gdzieś mieć. Pożyczył tę książkę od Feliksa miesiąc wcześniej. Feliks też od kogoś pożyczył. Książka krążyła po zamku od dobrych kilku lat i do tej pory nikt nie domagał się zwrotu.
- Feliks prosi, żebyś przyniósł mu ją do pokoju za pięć minut. - Do pokoju bez pukania wpadła Renata. - To jest książka Kajusza... - dodała widząc bałagan w pomieszczeniu.
- Jasne, zaraz ją mu zaniosę - powiedział Alec. Chwilę później wampirzyca wyszła.
Ta książka była naprawdę droga, nie byle jaka robota. Ale w Volterze wszystko się rozchodzi. Taka księga, czy inna, każdy ma coś w pokoju. Renata sugerowała, żeby poukładać wszystko w którejś pustej komnacie, ale... ale chyba każdy wolał mieć coś pod ręką.
Alec przejrzał książki jeszcze raz. A tej nadal nie było. Pokój przeszukał już dwa razy, i nadal nie miał pojęcia, gdzie mógł ją zostawić. A podobno wampiry mają dobrą pamięć. Usiadł na łóżku i wziął do ręki jedną z leżących tam książek. Zamknął oczy i jeszcze raz zastanowił się, gdzie mógł tamtą zostawić. Nagle drzwi się otworzyły.
- Alec! Miałeś mi ją oddać jak najszybciej! - Feliks wyrwał książkę z ręki Aleca.
- Poczekaj! To... - Feliks przekartkował książkę.
- Cała. W takim stanie, w jakim ją wziąłeś.
Alec spojrzał na książkę. To zdecydowanie była ta, której szukał. Tylko jakim cudem? Przecież nie było jej na łóżku. Feliks najwyraźniej nie miał czasu, bo wybiegł z pokoju. Jednak zaraz potem wpadła Heidi.
- Dzisiaj polujemy! - powiedziała i wybiegła. Alec przez dobra chwilę zastanawiał się, czy nie zaczyna wariować. Przecież... A może to przez stres? W końcu może i był wampirem, ale to wszystko co się wydarzyło... Kiedy Jane obwiniała się o śmierć Thomasa i tamto wszystko, Alec po prostu musiał być silny. A teraz, kiedy jego siostra się uspokoiła, mógł sobie wreszcie pozwolić na odrobinę załamania.
Alec potrząsnął głową. Nie, nie mógł. Jane nadal potrzebowała wsparcia. A ta książka to była po prostu chwila słabości. Chłopak zamknął oczy i policzył w myślach do dziesięciu. Kiedy uspokoił już myśli wyszedł z pokoju. Wiedział, że Demetri wymyśli coś, co pozwoli mu się odstresować.
Polowanie nie sprawiało Alecowi takiej przyjemności jak Heidi, Feliksowi czy Demetriemu, ale i tak podobało mu się znacznie bardziej niż atakowanie niewinnych wycieczkowiczów. Teraz przynajmniej z jego ręki nie ginęli dobrzy ludzie.
Tym razem jego celem była kobieta. Do miasta przeprowadziła się kilka miesięcy wcześniej. To do czego zmuszała swoją córkę budziło w Alecu odrazę. Kiedy jej ciało bezwładnie opadło na ziemię, na twarzy wampira pojawił się uśmiech.
Następna grupa miała polować poza miastem. Nie mogło być zbyt wiele ataków w tak krótkich odstępach czasu. Każdy doskonale to rozumiał.
Dni mijały Alecowi szybko, nawet zbyt szybko. Feliks udzielał mu kolejnych lekcji walki wręcz. Jako wampir Alec się nie męczył, ale bardzo szybko zaczynał mieć dość ciągłych porażek. A Feliks za każdym razem znajdował kolejne źródło żartów. Zdecydowanie idealnym nauczycielem nie był, ale Alec nigdy nie popełnił po raz drugi tego samego błędu. Alec ćwiczył całymi dniami, i chociaż nie był fizycznie zmęczony, po całym dniu wysłuchiwania docinków Feliksa, zaszywał się w swojej komnacie i spędzał noce z książką w ręku.
Jane nie było w jej komnacie, Alec dopiero po chwili przypomniał sobie o polowaniu. Postanowił poczekać na siostrę. Był pewien, że Jane wróci najpóźniej po jakiejś godzinie. W końcu od wyjścia minęło już trochę czasu. Powinna już znaleźć ofiarę. Teoretycznie powrót nie zająłby jej nawet dwóch minut, ale Jane zawsze lubiła spacerować nocą.
Zgodnie z przewidywaniami Aleca po jakich czterdziestu minutach do komnaty weszła Jane. Nie wydawała się szczególnie zadowolona, ale akurat nie to zdziwiło jej brata.
- Masz na ubraniach krew - powiedział. - Myślałem, że już nauczyłaś się jeść.
- Oh, zamknij się. Tamten pijak miał jakiegoś kolegę. Ich smród zamaskował ludzki zapach... nawet nie wiedziałam, że to możliwe. Wskoczył mojemu na plecy... i widzisz efekty.
Alec zaśmiał się. Znał Jane i wiedział, że wokół niej od zawsze musiał panować idealny porządek. Naturalnie dotyczyło to również ubrań. Bardzo szybko nauczyła się pić krew tak, by nic nie wylądowało na jej bluzce, czy spódnicy. A wszystko dlatego, że nie chciała się ubrudzić.
Obserwował jak Jane wybiera sobie czyste ubrania i znika za drzwiami łazienki. Dosłownie chwilę później wróciła przebrana i uczesana. Alec sięgnął po książkę, ale Jane złapała go za rękę i pociągnęła w kierunku drzwi.
- Idziemy na spacer - oświadczyła stanowczo. - Mam już dość siedzenia i nic nie robienia.
- Do lasu? - upewnił się Alec, a kiedy zobaczył szeroki uśmiech przewrócił oczami. - A gdzieżby indziej...
Chodzili już drugą godzinę. Jane wydawała się taka szczęśliwa. Jakby nie miała żadnych zmartwień, jakby nic złego nie miało się już wydarzyć. Alec bardzo długo nie widział jej tak rozluźnionej. Śmiała się, wręcz skakała po lesie.
Do Volterry wrócili dopiero nad ranem. Jane poszła do swojej komnaty, a Alec postanowił zajrzeć do Santiago. Odkąd jego grupa wróciła z polowania zachowywał się jakoś dziwnie i prawie nie wychodził ze swojej komnaty.
Santiago nie otwierał kilka chwil, a z komnaty nie dochodziły żadne odgłosy. Alec doszedł więc do wniosku, że po prostu nikogo nie ma. Chciał odejść, kiedy drzwi się otworzyły. Santiago wyglądał dziwnie, choć Alec na początku nie był w stanie określić dlaczego.
- Czego chcesz? - zapytał na wstępie Santiago.
- Zapytać czy wszystko w porządku... Od kilku dni nie wychodzisz, a poza tym...
- Wszystko w porządku. Jak widzisz jestem tu - ostro przerwał Santiago, a potem dokończył spokojniej. - Nie jestem nikomu potrzebny, więc się stąd nie ruszam. Nie martw się.
Zanim Alec zdążył otworzyć usta drzwi ponownie się zamknęły. Alec postanowił więc zajrzeć do Demtri'ego. To właśnie Dem poprosił swojego młodszego kolegę o sprawdzenie co z Santiago.
Alec wszedł do komnaty Demetri'ego bez pukania. Miał właśnie zdać relację z wymienionych z Santiago kilku zdań, gdy spojrzał w lustro. Dotarł do niego, dlaczego Santiago wyglądał dziwnie. Żaden wampir nie ma szarych oczu. Żaden.
- O co chodzi? Dowiedziałeś się czegoś? - Demetri najwyraźniej zaczynał się niecierpliwić. Alec opowiedział co się wydarzyło, ale nie wspomniał o szarych oczach. Sam nie widział co o tym myśleć. Musiał jeszcze raz zobaczyć Santiago. Najdziwniejsze wydawało się to, że Santiago czasem wychodził i widziało go wiele wampirów, nikt jednak nie zwrócił uwagi na te oczy. To było zastanawiające.



Kolejny rozdział postaram się napisać w weekend, ale niczego nie obiecuję, ponieważ muszę napisać jeszcze rozdziały na dwa blogi. Ale w tym miesiącu się wyrobię, w końcu zaczynają mi się ferie :)
Klawiatura nie gryzie, czekam na komentarze :P


wtorek, 29 października 2013

Rozdział 26a

Przepraszam za tak długą nieobecność, ale zmiana szkoły, nowi nauczyciele i otoczenie nie wpłynęło korzystnie na moją wenę. Naprawdę nie wiem kiedy pojawi się kolejny wpis. Sorry...


Rozdział 26a
Alec:
Wreszcie do sali przyszli Aro, Marek i Kajusz, a chwilę później Felix.
- Nie jestem już pod wpływem jej dary- powiedział, kiedy zauważył, że wszyscy się na niego dziwnie patrzą.  
- To prawda- przyznał Aro, a jego bracia pokiwali głowami- Sofia jest uwięziona. Jak na razie nic nam nie grozi- Wszyscy pokiwali głowami.
- Dlaczego chciał zabić Jane?- spytałem.
- Ponieważ mogłaby jej przeszkodzić.
- W czym?- moja siostra dalej nie rozumiała o co chodzi.
- W zemście. Chciała się zemścić za Mint.- odezwał się Marek.
- Ale… jest więcej osób które mogłyby jej przeszkodzić. Dlaczego to mnie postanowiła… zabić?- spytała Jane.
- Nie wiem.- przyznał Aro.- Możliwe, że nie byłaś jaj jedynym celem. Z wiadomych niektórym powodów nie mogłem sprawdzić jej wspomnień- nikt nie pytał o co chodzi, wszyscy wiedzieli, że jeżeli któryś z Trójcy mówi „z wiadomych niektórym powodów” niebezpiecznie jest się dopytywać.
- Idźcie się przebrać i wróćcie za pół godziny.
Poszliśmy do swoich komnat. Jako, że przebraliśmy się szybko postanowiliśmy z Jane porozmawiać. 
- Jesteś pewna, że pozwolą na wyjść? No wiesz, jakby nie patrzeć jesteśmy tu potrzebni.- spytałem niepewnie. Nadal nie przekonałem się do tego pomysłu.
- Owszem, ale tydzień na pewno przeżyją. Rozmawialiśmy już o tym.  Odpowiedziałam ci tak samo. A zresztą, nawet jak nie pozwolą, to co? Będzie tak samo jakbyśmy nie zapytali.
- W sumie masz rację- przyznałem- Chodźmy do WS, jestem pewien, że minęło już pół godziny.
Wyszliśmy z pokoju. Na miejscu byliśmy już po kilku sekundach. Na środku Sali stała Sofia którą trzymał Felix. Kiedy wszyscy się zebrali, Aro podszedł do niej i przejrzał jej wspomnienia.
- Zabij ją.- powiedział do Feliksa, który od razu wypełnił rozkaz. Większość wampirów cofnęła się o krok lub dwa. Trójca zasiadła na tronach, a kiedy wszystko się uspokoiło, Kajusz przemówił.
- Sofia chciała zemścić się na nas, za zabicie jej siostry. Uważała, że Jane może jej w tym przeszkodzić, więc chciała się jej pozbyć. Domyślam się, że ona nie była jedynym celem- blondyn stwierdził to z pewnością w głosie, jednak Aro postanowił uzupełnić wypowiedź brata.
- Faktycznie. Jane nie była jedynym celem. Sofia chciała wyeliminować po kolei, każdego ze straży. Na koniec  chciała zostawić nas. Na szczęście już po wszystkim. Możecie się rozejść.
Wszyscy zaczęli wychodzić z Sali. W końcu zastałem tylko ja, Jane i Wielka Trójca.
- Chcecie coś?- odezwał się Marek, kiedy zauważył, że nikt inny nie kwapi się by zadać to pytanie.
- Tak- uśmiechnęła się moja siostra- Chcemy na kilka dni wyjechać z Voltery.
- W jakim celu?- chyba Aro nie ma zamiaru się zgodzić.
- Chcemy zajrzeć do naszego domu. I na grób babci. Minęło już dużo czasu odkąd byliśmy tam ostatnio.- uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Nie zgadzam się. Jesteście tu już od jakiegoś czasu, i powinniście zapomnieć o tamtym życiu. Jest tylko to. Poza tym potrzebujemy was tutaj- Aro uśmiechnął się do nich i ruchem ręki kazał im wyjść.
- Ehh… mówiłem, że nam nie pozwolą- spojrzałem na siostrę.
- Aro się nie zgodził. Marek i Kajusz nie powiedzieli ani słowa. A z tego co pamiętam decyzja miała być wspólna.
- Jakoś nie widziałem, żeby się zgadzali.
- Nie będą się przecież sprzeczali, kiedy my tam jesteśmy. Bez przesady. Ostateczną decyzję poznamy jutro, przecież wiesz.
- Tak, masz rację.- uśmiechnąłem się do niej. Mam nadzieję, że będziemy mogli wyjechać, bo od jakiegoś czasu nie jest między nami tak jak dawniej. Odkąd zostaliśmy wampirami, ona bardzo się zmieniła. I nie chodzi mi tutaj o wygląd zewnętrzny. Tutaj w Volterze ona jest bardzo ważna i ( o dziwo!) to nie Aro najbardziej interesuje się jej darem.
- Idę sobie przygotować ubrania- usłyszałem jej głos.
- Po co?- zdziwiłem się.
-Jeśli się okaże, że idziemy nie mam zamiaru marnować czasu na wybieranie ubrań.
- A jeśli się okaże, że nie idziemy?- spytałem.
- Oj, nie bądź takim pesymistą. Przygotuj coś sobie.- Kurczę ona naprawdę zwariowała. Może przedawkowała krew? Ciekawe czy tak się da…
- Czy ty się upiłaś?- spytałem z niedowierzaniem-  Jak na weselu wujka?
- Nie, wtedy było coś innego. A poza tym, wampiry chyba nie mogą się upić.- uśmiechnęła się.- uśmiechnęła się.
- Zapytamy kogoś? Chociaż, może lepiej nie, to by trochę dziwnie wyglądało.
- Trochę?- Jane zaczęła się śmiać- Wyobraź to sobie. Podchodzisz do…
- Kajusza- podsunąłem, śmiejąc się jak opętany.
- Kajusza i pytasz go…- nie dokończyła, ponieważ przerwał jej wybuch śmiechu. Dopiero po kilku minutach się uspokoiła.- Podchodzisz do Kajusa i pytasz go „Panie czy wampiry mogą się upić? A jeśli tak to jak bardzo?”
- Tak to by nieźle wyglądało.- przyznałem. Ciekawe jak by zareagowali wszyscy inni w Sali? Nie mówiąc już o Wielkiej Trójcy.  Jejku… Chyba mam za małą wyobraźnię.- Ale wiesz, może akurat nie jego bym zapytał.
- A czemu nie?- zapytała niewinnie Jane. Jej chyba naprawdę nie zależy na życiu. ( lub egzystencji, jak kto woli)
- No nie wiem…- udałem, że się zastanawiam.- Może dlatego, że zanim powiedziałbym jedno słowo, przypomniałbym sobie naszą wizję? A poza tym tu jest jeszcze wiele wampirów.
- Jutro będzie ciężki dzień. Zwłaszcza jeśli Kajusz będzie czegoś od nas chciał.- moja siostra opanowała kolejny wybuch śmiechu i wyszła. Poprawka. Próbowała opanować kolejny wybuch śmiechu, bo cały czas chichotała pod nosem. Teraz naprawdę wyglądała jakby wypiła za dużo.

środa, 11 września 2013

Rozdział 25a

Rozdział 25a

Alec:

Trzy godziny później poszliśmy do Feliksa.
- Mamy dobre wieści - powiedział Aro - ONA nie będzie mogła cię opętać, nawet jeśli wyjdziesz z tego pokoju.
- Mamy pomysł jak ją złapać - zaczął Kajusz i opowiedział mu fałszywy plan.
- To może się udać - stwierdził Felix i razem z nami poszedł do Wielkiej Sali, gdzie Aro wyjawił wszystkim plan. Oczywiście nie ten prawdziwy. Wielka Trójca postanowiła wprowadzić go w życie następnego wieczora a do tego czasu mamy wolne.
Poszedłem do pokoju. W pewnym momencie usłyszałem grzmoty. Kiedy byłem mały zawsze bałem się burzy. A tym bardziej po śmierci babci. Tak naprawdę to ona się nami opiekowała i zawsze miałem z nią lepszy kontakt niż z jakimkolwiek  członkiem naszej rodziny. Dopiero po mojej przemianie zrozumiałem, że tak naprawdę nie ma się czego bać; zła pogoda nie zrobi mi krzywdy. Przypomniałem sobie, jak zawsze z Jane bawiliśmy się z babcią. To były takie piękne czasy - rozmarzyłem się. Nagle usłyszałem szept mojej siostry. Szybko skierowałem się w stronę komnaty w której był wcześniej Felix. Po drodze spotkałem resztę. Było widać, że Jane zaczęła się nad czymś zastanawiała.
- Mam pomysł - powiedziała i spytała czy jest tu jakaś krew. Potem zaczęła opowiadać co wymyśliła. Ponieważ był to lepszy plan niż żaden, Aro zgodził się wcielić go w życie. Weszliśmy do pokoju. Za wiele się tam nie zmieniło, no może przybyło kilka nowych mebli, bo Felix większość poprzednich rozwalił. Kiedy moja siostra odbiegła, zacząłem się zastanawiać jakie są szanse na powodzenie jej „pomysłu”, jednak szybko skarciłem się w myślach. Przecież nie mogę się teraz rozproszyć! Nagle usłyszałem jak Jane wraca.
- Idzie, powinno się udać - powiedziała gdy do nas dobiegła. Wyszliśmy z pomieszczenia zostawiając otwarte drzwi. Po kilku sekundach do pomieszczenia wbiegł mężczyzna na oko trzydziestoletni. Chciał zamknąć drzwi, jednak nie zdążył, bowiem kilka sekund po nim przybiegli Felix i jego pani. Gdy tylko znaleźli się w pokoju, Aro zamknął drzwi.
- Nie będą w stanie z tond wyjść. A nasza straż powinna wrócić za parę godzin - powiedział  Marek. Wielka trójca zgodnie stwierdziła, że dadzą radę popilnować naszych „więźniów” więc my mogliśmy iść do siebie. Innymi słowy, nie byliśmy im już do niczego potrzebni. Oczywiście ja się cieszyłem. Zawsze to więcej czasu dla siebie. 
Poszliśmy razem do pokoju Jane.
- Alec - zaczęła niepewnie - Ostatnio mało rozmawiamy. Niby ciągle jesteśmy razem, ale…- zawahała się. W sumie to ją rozumiałem. Jesteśmy bliźniakami, znamy się od urodzenia i zwykle byliśmy nierozłączni. Jednak ostatnio coś się zepsuło.
- Masz rację - przytaknąłem - Zawsze coś się dzieje, a jeśli jakimś cudem nie, to mamy inne zajęcia.
- Mam pomysł- powiedziała, a ja nagle nabrałem ochoty uciekać od niej jak najdalej się da. Czasami te jej pomysły mnie przerażają. – Wyrwijmy się stąd  na kilka dni. Zajrzymy do domu, w którym mieszkaliśmy z babcią i do domu wujka - skończyła a ja odetchnąłem z ulgą. Na to jeszcze mogę się zgodzić.
- Chętnie bym poszedł, ale nie wiadomo czy nam pozwolą - powiedziałem po chwili namysłu.
- A dlaczego mieliby się nie zgodzić? Owszem nasze dary są potrzebne tutaj, ale przecież radzili sobie beż nas kilkaset, albo i tysięcy lat. Aro nie planuje żadnej wojny, a przyczyniliśmy się do złapania siostry Minit. Zgodzą się zobaczysz - powiedziała i wiedziałem, że cokolwiek bym teraz nie powiedział i tak na nic się to nie zda.
- Teraz idziemy ich zapytać? - spytałem.
- Nie - odpowiedziała - na pewno chcą porozmawiać, w końcu nie na co dzień można złapać kogoś takiego.
Z Jane rozmawialiśmy całą noc. Widać było jak na dłoni, że coś ją gnębi ale nie naciskałem. Znam ją bardzo dobrze więc wiem, że jak będzie gotowa to sama powie. W pewnym momencie zauważyłem, że mnie w ogóle nie słucha.
- Jane! Jeśli chcesz spać, to mów, a nie odlatuj w ciągu rozmowy. Dobrze chociaż, że nie chrapiesz.
- Wiesz, wampiry nie śpią. 
- Ale ty zawsze byłaś dziwna.-powiedziałem z uśmiechem.
- A poza tym nawet gdy byłam człowiekiem, nie chrapałam.-stwierdziła.
- Taa… Wmawiaj to sobie.-powiedziałem. Ach.. Jak mi brakowało wkurzania mojej cudownej siostrzyczki. Nagle Jane słodko się uśmiechnęła i rzuciła we mnie poduszką. Bitwa trwała ok. godzinę. Potem rozmawialiśmy jeszcze długo.
- Wrócili!- krzyknęła moja siostra. Szybko pobiegliśmy do WS. Było pewne, że właśnie tam przyjdzie cała straż. W końcu, jakby nie patrzeć, to tam zwykle można był zastać Trójce. Byłam pewna, że Aro przyjdzie wytłumaczyć wszystko, a Kajusz i Marek zostaną. Okazało się jednak, że przyszedł Marek.
- Złapaliśmy ją - powiedział i odwrócił się, by odejść.
- A jak ona ma na imię? - Zapytała Jane.
- Powiedziała, że nazywa się Sofia - odparł Marek, a po chwili już go nie było. Wszyscy patrzyli się na moją siostrę.
- Alec, to był twój plan, więc… - zaczęła z uśmiechem.
- No jasne - powiedziałem i wywróciłem oczami. - Wy wcale nie mieliście złapać Sofii. Chodziło o to, żeby w zamku nie było praktycznie nikogo, oprócz Trójcy, mnie i Jane i tylko my o tym wiedzieliśmy. Wiedziałem, że Felix wszystko jej opowie. Tak jak się spodziewałem, nie mogła oprzeć się pokusie i tu przyszła. Potem wystarczyło skierować ją w odpowiednie miejsce.
- Czyli? - zapytał Demetri, chyba był trochę zły, że nic o tym nie wiedział.
- Do… - zaczęła Jane, ale przerwał jej Kajusz, który najwyraźniej dopiero co wszedł.
- Komnaty, w której dary nie działają. Stworzył ją wampir, który żył tu, nim przejęliśmy zamek. Nie, nie wiem po co - dodał, gdy zobaczył, że kilka wampirów otwiera usta by o to zapytać.
Wszyscy czekali na Trójcę, lecz im najwyraźniej się nie spieszyło. Staliśmy tam już pół godziny.
   



niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 24a

Rozdział 24a

Alec:
Tego dnia byłem akurat z Demetrim w pokoju kiedy usłyszeliśmy krzyk Jane.
- Chodźmy do niej- powiedziałem- musi się tam coś dziać, ona nigdy by nie wzywała pomocy gdyby to nie było coś poważnego.
- Jasne. Może się zabawimy.- powiedział ze śmiechem Demetrii, za co oberwał ode mnie po głowie.
 - A to za co było?
Nie odpowiedziałem, bo właśnie weszliśmy do pokoju mojej siostry. To co tam zobaczyliśmy wprawiło mnie w zdumienie. Felix wraz z Jane stali na balkonie. Wyglądało to, jakby on chciał ją podpalić! Szybko odciągnęliśmy ich od siebie i zaprowadziliśmy do Wielkiej Sali. W tej chwili był tam tylko Aro. Marek i Kajusz przyszli po chwili.
- Co się stało- zapytał Kajusz.
- Wczoraj wieczorem Felix zachowywał się dziwnie.- zaczęła opowiadać Jane-  Wszedł do mojego pokoju, powiedział, że mnie kocha potem, że  nienawidzi, a na koniec, że kocha. Kiedy chciał wyjść pomyliły mu się drzwi.
- Dlaczego nie powiedziałaś nam tego wczoraj?- zapytał ją Aro.
- Nie wiedziałam co mu jest, musiałam pomyśleć nad jego zachowaniem, nie byłam pewna, czy nie udaje- powiedziała Jane- Ale dziś rano, kilka minut temu przyszedł do mojego pokoju i zaciągnął mnie na balkon. Nie mogłam się uwolnić, nie reagował na mój dar. Kiedy krzyczałam nikt nie przychodził, jakby nie słyszeli. Felix rzucił we mnie zapałką. Zapaloną zapałką. Jakimś cudem udało mi się odsunąć. Jeszcze raz krzyknęłam i przyszli Alec i Demetri.
- Muszę to zobaczyć- powiedział Aro, a moja siostra po krótkiej chwili podała mu swoją dłoń. Gdybym jej nie znał pomyślałbym, że się waha ale to przecież niemożliwe.
Kiedy Aro skończył, kazał mi użyć daru na Feliksie.
- To nie możliwe- powiedział do siebie. Odwrócił się do braci i chwilę po cichu rozmawiali.
- Jak długo możesz utrzymać go w tym stanie?- spytał mnie Kajusz.
- Nawet kilka dni, ale jeśli uodporni się na mój dar tak jak na dar Jane, to o wiele krócej.
- Wystarczy, trzeba go unieruchomić, albo gdzieś zamknąć- powiedział Aro. Marek podszedł do niego i dotknął jego ręki. Aro zrozumiał o co mu chodzi kiwnął głową. Ja, Jane, Aro i jego bracia wyszliśmy z Wielkiej Sali pilnując Feliksa. Mimo iż dość długo mieszkam w zamku nigdy tu nie byłem. Podejrzewam, że w ogóle nikt tu nie przychodził. Wszystko pokrywał kurz. Gdy Kajusz otworzył ostatnie drzwi, zobaczyłem pokoik. Było tam tylko łóżko i dwa krzesła. Kiedy Aro zamknął drzwi kazał mi wyzwolić Feliksa spod mojego daru. Gdy tylko odzyskał zmysły, rozejrzał się po pokoju i zapytał dlaczego tam jest i co się dzieje. Aro opowiedział mu o tym co się stało.
- Dlaczego tak się zachowywałem, ja tego nie pamiętam- panikował Felix.   
- Kiedy przeglądałem wspomnienia Jane, zobaczyłem Mint, stała dość daleko, jednak wiem, że to ona.
- Ale ona nie żyje- powiedział Kajusz.
- Pamiętacie jej siostrę? Była do niej bardzo podobna- powiedział Marek.
- Ale ona było człowiekiem- Aro bronił jednak wersji, że to była Mint.
- Ktoś mógł ją zmienić, może ma dar podobny do daru Mint i chce się zemścić na nas, że ją zabiliśmy- Zauważyła Jane, jednak po minie Aro widać było, że nie bardzo wierzy w to wyjaśnienie. Widać nadal obstawiał na swoim.
- Nie wiem, one za sobą nie przepadały.-  Widać nasz przywódca nadal obstawiał na swoim.
- Ale to mimo wszystko  jej siostra, to jedyne rozwiązanie. Przecież Mint nie żyje, sam sprawdzałeś czy to na pewno ona.- Kajusz również nie wierzył, że to ona.
- Więc co robimy?- spytał zrezygnowany Aro.
- Odnaleźć ją i zabić- stwierdził Kajusz, jakby mówił o wyjściu do ogrodu.
- Jakieś propozycje, panie?- spytała moja siostra.
- O wszystkim myśleć nie mogę- stwierdził, a Jane  i Marek (który nagle strasznie zainteresował się ścianą) skryli uśmiech. 
- Chyba mam pomysł- powiedziałem.
- Jaki?
- Może wyjdźmy stąd, jeśli ona znów opęta Feliksa, to się nie uda- stwierdziłem.
- Masz rację- powiedział Aro i wszyscy z wyjątkiem Feliksa wyszli z pokoiku. Poszliśmy do pokoju Marka.
- Więc jaki masz pomysł?- zapytał Aro.
- W tamtym pokoju ONA nie może go kontrolować tak?- upewniłem się, a kiedy Marek kiwnął głową kontynuowałem- Wypuśćmy Feliksa mówiąc, że ONA nie ma już nad nim kontroli i może pomóc nam ją złapać…
- Ale on od razu opowie jej o naszym planie.- przerwał Kajusz.
- I oto chodzi- kontynuowałem- Felix nie będzie znał prawdziwego planu, ale gdy pójdzie jej opowiedzieć o tym fałszywym, doprowadzi ją do nas.
- A co jeśli to się nie uda, jeśli Felix nas zgubi?- zapytał Aro.
- Fałszywy plan będzie taki: wszyscy Volturi będą przeszukiwać las i miasto, a w Volterze nie będzie nikogo. – powiedziałem.  
- Ale my tu będziemy, nie wszyscy tylko my, ONA tu przyjdzie i wpadnie w pułapkę.- dokończyła Jane.
- I tylko my będziemy znać prawdziwy plan- dodał Aro.
- A jak właściwie ONA ma na imię?- zapytała Jane.
- Nigdy go nie poznaliśmy- powiedział Kajusz- Ani Mint nie mówiła do niej po imieniu, ogólnie to jej unikała. Zaś ona sama stwierdziła, że poznanie jej imienia, nie jest nam do niczego potrzebne.