poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 22


Rozdział 22
Rano do mojego pokoju przyszedł Alec, i przypomniał mi o wycieczce. Poszliśmy do lasu, do domku w którym znalazłam Aleca. Na polankę na której ćwiczyłam, nie trafiliśmy dlatego, że poszliśmy inną drogą. Cały dzień chodziliśmy po lesie. Demetri i Alec pobiegli w głąb lasu. Nagle poczułam tak jakby wybuch mocy. Kolory zawirowały mi przed oczami, nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili się uspokoiło, to było  coś takiego jakbym miała dar Eleazara i była w pobliżu osoby której właśnie utworzył się potężny dar. Tylko o wiele potężniej to poczułam. 
-Jane –usłyszałam głos Aleca –idziesz?
-Jasne, po prostu zamyśliłam się –powiedziałam mając nadzieję, że nie zauważy, że kłamię. Nie zauważył. Musiałam tu trochę postać skoro zawrócił. 
-OK, idziemy dalej?-No tak, dalej stoję w tym samym miejscu
-Jasne, idziemy. -powiedziałam
Łaziliśmy po lesie kilka godzin. Kiedy patrzyłam na Heidi i Dema stwierdziłam, że to głupie. Robią do siebie maślane oczy, a i tak boją się powiedzieć co czują. 
W drodze powrotnej urządziliśmy wyścigi. Wygrał Demetri, ja byłam druga, Alec trzeci a Heidi ostatnia. Postanowiliśmy, że niedługo znów wybierzemy się na taką wycieczkę. 
Aro znowu czegoś od nas chciał. Weszłam do sali i zobaczyłam dziewczynę. Miała ok. 19 lat, krótkie,  ciemne włosy i intensywnie niebieskie oczy. Była wysoka i szczupła, a na twarzy miała bliznę która wyglądała, jakby wilk przeciął jej skórę pazurami. Dziewczyna wydawała mi się dziwnie znajoma.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie oddycham. Wciągnęłam powietrze i zauważyłam, że zapach dziewczyny jest lekko odpychający.
-Kto to jest? –zapytałam
-Zmiennokształtna, sprzymierzyła się z wilkołakami i teraz za to zapłaci. –powiedział Aro. 
-Uspokój się, Aro –powiedział Kajusz –najpierw powie nam kim jest i po co tu przyszła.
-Przyszła? Ale skoro sprzymierzyła się z wilkołakami, to nie powinna tu przychodzić. –powiedziałam zdziwiona. 
-Masz rację, Jane –powiedziała dziewczyna, uśmiechnęła się delikatnie na widok mojej miny 
-Skąd znasz moje imię? 
-Pewnie już mnie nie pamiętasz, ale zanim zmarła twoja babcia, często do was przychodziłam. Kiedy zamieszkałaś u swojego wujka, sprawdzałam czy nic cie nie jest. –powiedziała. Faktycznie, przychodziła, pamiętam ją jak przez mglę, ale pamiętam.
-A dlaczego miałoby coś mi się stać?
-Przeczucie? –zapytała nadal lekko się uśmiechając. 
-Powiedz co tu robisz. –odezwał się Aro
-Hmm… może na początek się przedstawię? –zapytała nie oczekując odpowiedzi – Mam na imię Ana i fizycznie mam 19 lat. Jestem zmiennokształtną i zmieniam się w wilka. Wypadło na wilka, bo mój przyjaciel był wilkołakiem. 
-A jaki ma to związek z tym, ze zmieniasz się w wilka? –zapytał Alec, najwyraźniej niewiele rozumiejąc. Tak nawiasem mówiąc, ja też nie rozumiałam.
-Solan był moim przyjacielem, wiedziałam kim jest i nie przeszkadzało mi to. Podświadomie wybrałam wilka, bo uważałam, że jest dla mnie najodpowiedniejszy.
Solan? Znam to imię. Czy to nie on przychodził i zabierał mnie i Aleca do lasu?-pomyślałam
-I to dlatego sprzymierzyłaś się z wilkołakami? –zapytał Marek
-Nie, Solan nie chciał, żebym z nimi walczyła.
-Więc  dlaczego? –tym razem zapytał, zniecierpliwiony już, Kajusz
-Bo wy go zabiliście. 20 lat temu.
-Od 30 lat nie prowadzimy wojen z wilkołakami, więc nie możliwe, żebyśmy go zabili.
-Zwykły człowiek b go nie zabił, nie rozerwałby go na strzępy.
-Nie jesteśmy jedynymi wampirami na świecie. –zauważył Aro
-Tak, ale to wy za nich odpowiadacie.
-Nie możemy kontrolować wszystkich.
-Wiem, zresztą nie przyszłam robić wam wyrzuty.
-A po co? –zapytał Aro
-Przekazać wiadomość. Żaden z wilkołaków nie chce przenosić wilkołactwa na potomków i innych ludzi. Chcemy zawrzeć jakiś pokuj. My nie atakujemy was, wy nas.
-Jaki będziemy mieć z tego pożytek?
-Jedną wojnę mniej, więcej was żywych.
-Jakoś do tej pory udawało… -powiedział Kajusz, ale Ana przerwała mu wpół słowa.
-Wszyscy chcą… a zresztą, nie będę wam nic mówić, póki nie odpowiecie na naszą ofertę.
-Dobrze, damy wam spokój, chyba, że wy zaatakujecie. Masz nasze słowo. –powiedział Aro
-Wszyscy chcą zaatakować razem. Nie wiem gdzie, ale na pewno mają już plan. To tyle co miałam przekazać. Teraz wybaczcie, ale muszę już iść.
-Nie tak… -znowu zaczął Aro, ale tym razem przerwał mu Kajusz.
-Idź i przekaż, że ich nie zaatakujemy, ale ponieważ nie wiemy kogo nie możemy atakować proponuję ustawić jakieś hasło czy coś, żebyśmy wiedzieli.-najwyraźniej chciał ją spławić. Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie, ale kiwnęła głową. 
-Dobrze, przyjdę za jakiś czas z ustanowionym znakiem. –powiedziała Ana i wyszła.
-Jane, odprowadź ją, i przypilnuj, żeby nikt jej nie zaatakował. –tym razem odezwał się Marek, patrząc ze złością na Ara.
-Oczywiście –powiedziałam.
-Z tego co słyszałam, to właśnie na Kajusza miałam najbardziej uważać. –powiedziała kiedy oddaliłyśmy się od WS
-Tak, dobrze słyszałaś –powiedziałam –ale on nie złamie danego słowa.
-A Marek?
-Marek też.
-A Aro?
-Chyba też –powiedziałam
-Tak, dziś to udowodnił, nie ma co. –powiedziała a ja uśmiechnęłam się. 
-Liczę, że niedługo cię zobaczę –powiedziałam kiedy doszłyśmy do wyjścia.
-Na pewno.
Do WS wróciłam w wampirzym tempie. 
-Dlaczego pozwoliliście, jej iść, moglibyśmy wydusić z niej informację.-powiedział Aro
-Daliśmy jej słowo, więc zamierzam go dotrzymać. Dziwne, że w ogóle to przyszła. –powiedział Kajusz.
Weszłam do WS i słuchałam ich kłótni. Marek i Kajusz utrzymywali, że nie złamią obietnicy danej Anie, a Aro, że ta obietnica jest nie ważna, a ona nie powiedziała im wszystkiego. Nie chciało mi się słuchać ich kłótni, więc pociągnęłam Aleca za rękę, ze wyszedł ze mną. 
-Jane, co ty na to, żebyśmy poszli jutro na wycieczkę? Tak jak kiedyś z babcią. –powiedział kiedy weszliśmy do mojego pokoju
-Możemy iść. –powiedziałam –Alec, a pamiętasz jak poszliśmy nie tą ścieżką i trafiliśmy na malinową polankę?
-Tak, babcia nas szukała 3 godziny a my siedzieliśmy i jedliśmy maliny.
-Jak się zorientowaliśmy ile tam siedzieliśmy uzbieraliśmy ich i wróciliśmy do domu.
-A ona zrobiła nam z nich ciasto. –powiedział
-Kiedy to było?
-Kilka miesięcy przed tym jak… odeszła –powiedział, tak jak ja bardzo ją kochał i również bardzo przeżył jej śmierć. Ja miałam lżej, mogłam z nią rozmawiać, on nie. Ale i tak to on musiał mnie pocieszać.
-A może poszukamy tej polanki? –zapytałam
-Dobra, zobaczymy jak szybko ją znajdziemy, chociaż, z  twoją orientacją trochę to potrwa.
-Aż taką słabą mam orientację?-udałam oburzenie
-Nie, po prostu dziewczyny nie mają w głowie czegoś, dzięki czemu szybko określiłyby kierunki. W przeciwieństwie do  nas, chłopców.
-Tak, ale wiesz mózg zajmuje strasznie dużo miejsca. - Powiedziałam i natychmiast musiałam uchylić się przed lecącą w moją stronę puchową poduszką.


I jest rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Nadal szukam kogoś, kto chciałby pisać na tym blogu, mam nadzieję, że ktoś się zgłosi. 

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 21


Rozdział 21 
 Poszłam do lasu. Noc była dziś nie przyjemnie chłodna, choć mi jako wampirzycy to nie przeszkadzało, dość mocny wiatr rozwiewał moje rozpuszczone włosy, a kropiący delikatnie deszcz zmuszał do przymykania oczu. Marek już tam był, stał oparty o pień potężnego dębu, jego głowa odchylona była do tyłu, oczy przymknięte, a usta zaciśnięte w wąską linię. Kajusz przybył kilka minut później.
-Bracie, pokaż Jane, jak panować nad żywiołami. –powiedział Marek
-Dobrze, ale najpierw powiedz mi od kiedy tu przychodzicie.
-Kiedy znaleźliśmy Aleca, wpadłem na pomysł, żeby tu przychodzić. To idealne miejsce do ćwiczeń - wytłumaczył dość powściągliwie.
-Dobrze. I jeszcze jedno pytanie: Jak znaleźliście Aleca? Nie myślicie chyba, że uwierzyłem w tą bajeczkę. No, chyba, że Jane ma jeszcze trzeci dar - powiedział domagając się wyjaśnień białowłosy. 
-Trzeci dar? -zapytałam zdezorientowana. Jaki trzeci dar?  
-Powodowanie bólu spojrzeniem i władza nad żywiołami to dwa dary. A jak dojdzie jeszcze odnajdywanie osób to już trzy - wytłumaczył mi jak małemu dziecku Kajusz, Spojrzałam na niego z dość widocznym zdenerwowaniem, a on tylko uśmiechnął się ironicznie. 
-A to, że Aro o niczym nie wiedział mimo, że sprawdzał jej myśli? -zapytał Marek, starając się ukryć rozbawienie, choć nie za dobrze mu to wychodziło. Jego białawe usta rozciągnęły się w delikatnym uniesieniu kącików. 
-Eee…  ty użyłeś tego, czego uczyłeś się z Didime i sprawiłeś, żeby Aro tego nie widział, tak? - powiedział niepewny swoich racji Kajusz, zabawne było widzieć niepewność na jego zazwyczaj pewnym siebie obliczu. 
-Nie -powiedziałam widząc, że Marek nic nie powie, a raczej jego rozbawienie wyjdzie na światło dzienne... nocne. Ja nie widziałam powodu jego wielkiego zadowolenia. -Ja sama pilnuję, żeby Aro nie widział tych myśli i wspomnień i lepiej by nie poznał. 
-To ile ty masz w końcu tych darów? -zapytał zdziwiony białowłosy. 
-Dużo, na razie się uczę -powiedziałam, ale Marek przerwał mi w pół słowa. 
-To nie są dary, no przynajmniej nie do końca. Gdyby była człowiekiem też umiałaby to robić. Nawet lepiej, bo teraz jej moc bardzo wolno się rozwija - powiedział patrząc się jakby w przestrzeń.
-Jak to?
-Ja się rozwijam, czyli nie jestem do końca wampirem. Moja moc rozwija się z wiekiem. Więc… -zaczęłam wyjaśniać, ale Kajusz mi przerwał
 -Ale jak się rozwijasz? – zapytał … 
-Normalnie, chociaż nie, nie normalnie. Rozwijam się bardzo powoli – wyjaśniłam
-Jej i Alecowi można wyprawiać urodziny co 200 lat -wtrącił się Marek. 
-Alec też? - zdziwił się Kajusz 
-Tak -odparł bez większego gdybania Marek. 
-Ale ktoś może zauważyć! 
-Żaden wampir ani człowiek tego nie zauważy -zapewnił go w swoim przekonaniu brunet.
-Tak jasne –powiedział  sarkastycznie Kajusz 
-Tak. Przez najbliższe 900 lat nikt tego nie zauważy.-powiedziałam
-A później? – zaciekawił się.
-A później będzie pilnowała, żebyśmy nie pozabijali się nawzajem. –powiedział Marek
-Co? –zapytał Kajusz
-To co słyszysz. Jak wiesz ludzie są pomysłowi, jeżeli się ujawnimy pozabijają nas, albo sami się pozabijamy, jeśli ludzie będą się bronić.
-A może się ukryją?
-Wątpię –powiedział Marek –Nie będą chcieli oddać życia tu, na ziemi. Możliwości podróżowania dokąd chcą i miliona innych rzeczy. Raczej nas zaatakują, a w końcu my będziemy bali się do nich zbliżyć. 
-Potem będziemy zabijać siebie nawzajem dla jakiegoś człowieka który nie uważał i był za blisko nas. –dokończył Kajusz –Dlatego musimy się ukrywać.  Wiem o tym, ale nie wiem o co chodzi z Jane. 
-Pamiętasz jak Didime była chora, kiedy majaczyła? -zapyta
-Tak, mówiła coś o dziewczynie z wielką mocą. I o tym, że to od nas zależy, czy pomoże nam przetrwać, czy razem z ludźmi zabije. Ale… ona… była chora, majaczyła! –powiedział Kajusz tonem bardzo do niego nie pasującym, niepewnym. 
-Tak, i miała jedną z największych wizji. To przez nią się zachorowała. Potem nawet nie pamiętała o czym ta ona była. Gdyby nie majaczyła i nie opowiadała co widzi i słyszy, nie mógłbym uczyć Jane, bo tylko dzięki temu, wiedziałem co robić. Didime mnie uczyła wszystkiego co umiała. Ale ja zaakceptowałem to, że będę uczył tą dziewczynę, Jane, dopiero kiedy od śmierci Didime minęło kilkanaście lat. –mówił Marek spokojnie.
 Nie wiedziałam, jak udaje mu się zachować spokój, przecież mówił o Didime, o kobiecie którą kochał. A potem dotarło do mnie co powiedział Marek. Że… że… że ja miałabym ich zabić? Przecież jestem jedną z nich! Ale… gdybym nie poszła na tą wycieczkę do Volterry, to miałabym ich za krwiożercze potwory! Kiedy tylko ludzie dowiedzieliby się o nich, zabijałabym ich i niszczyła, a może nie, może wysłuchałabym co mówią. A jeśli…
-Jane! –krzyknął Kajusz wyciągając mnie z coraz bardziej ponurych myśli. –ćwiczymy panowanie nad ogniem, pamiętasz?
-Jutro –powiedział Marek –musi oswoić się z tym co usłyszała.
-Nie powiedziałeś jej do tej pory? –zdziwił się Kajusz, w jego głosie można było usłyszeć… TROSKĘ!? –powinna była wiedzieć!
-Nie, chciałem z nią porozmawiać, wytłumaczyć wszystko po kolei ale wyszło jak wyszło. –powiedział Marek, ale jego głos nie był już tak spokojny.
Ich głosy  dobiegały mnie z daleka. Znowu myślałam o tym co by się działo, gdybym nie przyszła do Volterry. Pewnie broniłabym ludzi, a nie zabijała, ale z drugiej strony, gdybym nie została wampirem, pewnie bym je zabijała… Nie, lepiej nie  będę o tym myślała. Łatwiej pomyśleć, niż zrobić. 
-Jane, chodź do Volterry –usłyszałam spokojny głos Marka. Pobiegłam w stronę Volterry, deszcz padał coraz bardziej, a ja byłam z każdą chwilą gorzej podenerwowana, ciągle myśląc, o tym ,,co by było gdyby”. W końcu doszłam do wniosku, że i tak tego nie zmienię. 


I jest rozdzialik. Mam nadzieję, że się podoba :)

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 20


Rozdział 20 
Jak co noc wymknęłam się do lasu, na polanę. Miałam dziś zacząć uczyć panować nad ogniem.  Marek już na mnie czekał, zanim zaczęliśmy poćwiczyłam z innymi żywiołami. Marek rozpalił małe ognisko, przez chwilę się skupił a ogień przestał rozprzestrzeniać się, a nawet cofnął do środka.
-Spróbuj to utrzymać –powiedział
-Jak?
-Skup się na tym, że ogień jest ciągle na środku.-powiedział, jakby to było oczywiste.
Spojrzałam w ogień i myślałam, o tym, że się nie rozprzestrzenia, że jest na środku, ale on i tak po kilku sekundach zajął całe ognisko. Marek cofnął płomień do środka, a ja próbowałam dalej. Po ponad 4 godzinach udawało mi się utrzymać ogień na środku przez ok. 30 min.
-Utrzymyj, tak jak powietrze, -szepnął Marek, a po chwili dodał sarkastycznie -tylko nie podnoś do góry, bo będziemy mieć pożar lasu.
Chwila!! Marek nie używa sarkazmu! Odwróciłam się i zobaczyłam… Kajusza. Mają naprawdę podobne głosy.
-Co ty robisz? –usłyszałam pytanie Marka.
-Udzielam rad Jane, na temat utrzymywania ognia w jednym miejscu. –powiedział Kajusz spokojnie, z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.
-Ale ty… -zaczął Marek, ale Kajusz mu przerwał
-Pamiętasz Symanę?
-Jak mógłbym zapomnieć, próbowała mnie zabić.
-A nasz ojciec kazał ją spalić, w nocy poszedłem do niej i uwolniłem…
-Ty ją uwolniłeś? Wszyscy mówili, że jest wampirem i uciekła.
-Bo jest wampirem. Znaczy była... A może nadal jest. Nie wiem czy żyje. Nieważne. Nie chciała cię zabić, tylko zmienić.
-Na jedno wychodzi.
-Tak, ale sama nie mogła uciec.
-Dlaczego?
-Była pod wpływem czyjegoś daru, ale nie o to mi chodzi.  Kiedy ją wypuściłem, dała mi dar panowania nad żywiołami, mogłem go używać już będąc człowiekiem. Dary mogła dawać za pomocą swojego daru.-ostatnie zdanie dodał, kiedy zauważył moje pytające spojrzenie.
-Ta powódź w której zginęli wszyscy mieszkańcy wioski oprócz nas. My przeżyliśmy dlatego, że ty… -powiedział Marek
-Tak, użyłem daru panowania nad wodą, ale bez odpowiedniego czy w ogóle jakiegokolwiek nauczyciela, jest to strasznie trudne. Kiedy wylądowaliśmy na tej wyspie, czy co tam to było, okazało się że jest tam Symana, więc poprosiłem ją, żeby nas przemieniła. Chociaż w sumie chodziło mi głównie o ciebie. Gdyby cię nie zmieniła, nie przeżyłbyś.
-Może wyjaśnimy to Jane, bo chyba nie za bardzo orientuje się o co chodzi. Ty opowiadasz –powiedział Marek, a Kajusz chcąc nie chcąc zaczął opowiadać.
-Ja, Marek i Aro mieszkaliśmy w małej wiosce nad morzem. Nasz ojciec był bratem wodza wioski. Wuj zmarł nie zostawiając syna, więc nasz ojciec został wodzem. Gdy Marek miał 16 lat zaatakowała go wampirzyca, Symana. Nic mu jednak nie zrobiła. Ojciec kazał ją spalić (nie wiem skąd wiedział, że tylko tak można zabić wampira). Nie wiem też co mnie podkusiło, że w nocy zakradłem się, wysłuchałem jej i ją uwolniłem. Ona dała mi dar panowania nad żywiołami. Kiedy podniosło się morze udało mi się uratować siebie, Marka i Ara. Nadal nie wiem jakim cudem dopłynąłem z nimi do brzegu pierwszej napotkanej wyspy. Tak się złożyło, że była tam Symania. Poprosiłem ja by nas zmieniła. Moja przemiana zakończyła się kilka godzin wcześniej, niż ich. Po drugiej stronie wyspy byli jacyś ludzie, zabiliśmy ich. Postanowiliśmy popłynąć na ląd. Podróżowaliśmy po świecie kilkadziesiąt lat. Pewnego razu na polowaniu natknęliśmy się na ludzi którzy chcieli stworzyć broń przeciw wampirom. Zabiliśmy ich, ale podejrzewaliśmy, że jeśli już wtedy chcieli stworzyć taką broń, to co będzie później? Postanowiliśmy przekonać wampiry, że należy się ukrywać, nie chcieli nam wierzyć. Pewnego dnia uratowaliśmy wampira imieniu Samonin, który miał bardzo przydatny dar. Potrafił przekonać ludzi i wampiry do czegoś. Zaprzyjaźniliśmy się z nim. Po kilku latach wspólnego podróżowania powiedzieliśmy mu o tych ludziach. Samonin uwierzył nam i zaczął przekonywać wampiry, że powinny się ukrywać. Wampiry z przydatnymi darami przekonywał, żeby się do nas przyłączały. Przez kilkanaście lat nazbierało się tych wampirów tak wiele, że nie mogliśmy już podróżować. Za bardzo zwracalibyśmy na siebie uwagę. Zostaliśmy tu w Volterze. Ludzie i wampiry znali nas jako Volturi i tak zostało. Budziliśmy respekt ale wampiry i tak buntowali się, ale od kiedy pokonaliśmy Rumunów bunty zdarzały się już rzadko. Niestety podczas walki z Rumunami zginęło większość wampirów które przyłączyły się do nas zanim zamieszkaliśmy w Volterze, w tym Samonin. Minit była tak jakby córką jednego z nich i chciała się zemścić. Dlatego zabiła Ariana. Potem były walki z nowonarodzonymi w czasie jednej z nich zginęła Didime. Na jednej z wojen poznaliśmy Eleazara. Dzięki niemu Aro wiedział czy jakiś z wampirów ma silny dar. Ty i Alec mieliście tak silne, że zauważył to, jak byliście jeszcze ludźmi. Mieliśmy jeszcze kilka wojen z wilkołakami.  A ty Jane…
-Zaraz będzie świtać, chodźcie. –przewał mu Marek –wszystko wyjaśnię ci jutro.
Pobiegliśmy do Volterry.  Weszłam do swojego pokoju. Wzięłam kąpiel i po chwili przyszedł Alec, poszliśmy do ogrodu, a koło południa Heidi przyprowadziła ludzi. Dzień minął i miałam wychodzić do lasu kiedy do mojego pokoju wszedł Alec.
-Jane, jutro ja, Demetri i Heidi idziemy na małą wycieczkę. Może pójdziesz z nami, co?
-Jasne, że pójdę. –powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-OK, powiem reszcie. –powiedział i poszedł, a ja odczekałam kilka minut i pobiegłam do lasu.


Rozdział krótki i nudny, a następny będzie, jak będą co najmniej 2 komentarze :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 19


Rozdział 19
Kilka dni po ucieczce Tiny usłyszałam telepatyczny głos Erniego. Pytał się czy wszystko w porządku i powiedział, że Tina uczy się używać jego daru i za jakiś miesiąc będzie mogła ze mną porozmawiać. Ucieszyłam się, bo już się za nią stęskniłam. Życie w Volterze prawie się nie zmieniło. Prawie, bo wciąż szukano Tiny. Ja udawałam, że czekam na jakieś wiadomości o przyjaciółce. Szczerze mówiąc zaczęło mnie to męczyć. 
W nocy poszłam na polankę, Marek już na mnie czekał.
-Dzisiaj poćwiczysz panowanie nad wodą. –powiedział
-Dobra. –odpowiedziałam i poszłam do strumyka który przepływał niedaleko. –Co mam zrobić? –uczę się panowania nad żywiołami już za 2 lata, ale nie nauczyłam się jeszcze panować nad ogniem. Najniebezpieczniejszy żywioł, przynajmniej dla wampirów.
-Utwórz z niej tarczę na pociski z ognia
-OK –powiedziałam tylko i zabrałam się do pracy. Kiedy zamrażałam wodę musiałam się skupić. Trzeba w końcu zamrozić każdą kropelkę. Kiedy uczyłam się tworzyć taką tarczę, zamrażałam wodę warstwami. Może wydawać się to trudniejsze, bo potem trzeba wszystko połączyć, ale w rzeczywistości było łatwiej. Trwało to również dłużej.   
-Zobaczymy czy działa –powiedział Marek gdy skończyłam. Ustawił tarczę pod drzewem i (nadal nie wiem jak) rzucił w nią kulą ognia. –Jest w miarę, ale nie zamroziłaś do końca. W środku jest woda.
Nagle wpadło mi coś do głowy.
-Marku, mówisz, że ja mam ogromną moc, jakiej nie ma nikt na świecie, ale ty potrafisz to co ja. Jak na razie nawet więcej.
-To nie do końca tak. Ja tak naprawdę nie mam tej mocy. Chociaż w sumie, może i mam, ale o wiele mniejszą. Ktoś musiał cię wszystkiego nauczyć i padło na mnie. Gdybym władał tylko tą mocą z którą się urodziłem, nie wystarczyłoby mi siły nawet obrony, gdyby ktoś mnie zaatakował. Kiedy nauczysz się wszystkiego stracę tą moc. Będę miał tylko tamtą. 
-Rozumiem –powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą
-Teraz ja zapytam o coś ciebie. Tina poszła do tego telepaty, którego uratowała na bitwie, tak?
-Dopiero teraz się pytasz? –uśmiechnęłam się się –Tina uciekła już 5 dni temu.
-Czyli tak –powiedział i nagle umilkł, nasłuchując. Też słuchałam, przez chwilę miałam wrażenie, że ktoś pobiegł w kierunku Volterry, ale kiedy ruszyłAm w tamtą stronę nikogo już nie było. Po kilku minutach zdecydowaliśmy, że nawet jeśli ktoś tu był, to i tak już go nie złapiemy. Zwłaszcza, że nie był nawet tropu. Wróciliśmy więc do Volterry i poszliśmy do swoich pokoi. Ja zaczęłam czytać pierwszą książkę jaka byłą pod ręką. Rano Aro zawołał nas do WS, kiedy wszyscy się zebrali, powiedział, że ktoś dowiedział się, że Tina nie żyje. Gdyby moje serce biło, pewnie stanęło by w miejscu. Przecież to nie możliwe. Ona musi żyć. To pewnie kolejna sztuczka. Wróciłam do pokoju i usłyszałam głos Erniego:
-Tina żyje, użyliśmy jej daru, żeby wszyscy myśleli, że nie żyje. Zrobiliśmy to już jakiś czas temu, ale dopiero teraz mamy pewność, że się udało.
-Po co, jeśli ktoś ją zobaczy… -zaczęłam
-Ma trochę zmieniony wygląd.
-Czyli?
-Teraz ma krótkie włosy i jest niższa.
-Tylko tyle?
-Na razie tak. Nie można zmienić wszystkiego od razu. To niebezpieczne.
-OK, gdzie mieszkacie?-zapytałam
-W górach.
-Jakich?
-Nie znam nazwy, jesteśmy tu dopiero 3 godziny.
-OK, musimy kończyć rozmowę zaraz przyjdzie Alec, i będzie mnie pocieszał.-powiedziałam do Erniego
-Dobra, to pa.
-Pa –powiedziałam.
Po 10 minutach przyszedł Alec i przytulił. Wiedział, czego potrzebowałam. A raczej potrzebowałabym, gdyby Tina naprawdę nie żyła. Trz godziny później Marek powiadomił mnie (telepatycznie), że przez tydzień nie będzie lekcji.
Przez cały tydzień Alec pocieszał mnie po ,,śmierci” Tiny. Właściwie, to robił wszystko, bym o tym jak najmniej myślała, a jeśli się zamyśliłam, zaczynał rozmowę. W końcu powiedziałam, że Tina nie chciałaby, żebym pogrążyła się w smutku po jej śmierci i udawałam, że chcę o tym zapomnieć. Po trzech tygodniach wreszcie wszyscy dali mi spokój. Szkoda tylko, że Alec nie za bardzo uwierzył w moje słowa, ale nie narzucał się. Pewnie doszedł do wniosku, że jeśli przez kilka dni będę wspominała Tinę, to... no nie wiem, przejdzie mi. Szczerze mówiąc, czasami nie rozumiem mojego braciszka. Nie uwierzył mi, ale dał spokój. To zdecydowanie było dziwne. Chociaż... jesteśmy tu już długo, mam wrażenie, że się oddalamy od siebie. Kiedyś byliśmy praktycznie nierozłączni, a teraz...  
Na lekcjach Marek nadal uczył mnie panowania nad żywiołami. Czasami powtarzałam niektóre ruchy, czasami (z czasem coraz rzadziej) uczyłam się nowych. Tylko z Markiem mogłam porozmawiać szczerze, więc czasami na ,,lekcjach” tylko rozmawialiśmy, o wszystkim o czym nie mogłam powiedzieć bratu. I to mi najbardziej przeszkadzało. Alec nie wiedział o większości rzeczy z mojego życia. Chyba dlatego się oddaliliśmy. Nie byłam z nim szczera, a on ze mną tak. Zawsze coś przed nim ukrywałam. O tej mocy miał się dowiedzieć w tamte urodziny. Chciałam mu powiedzieć zaraz po powrocie z wycieczki. A teraz będzie mógł się dowiedzieć dopiero za prawie 900 lat. Tyle czasu będę musiała to przed nim ukrywać...

Oto rozdział 19! Mam nadzieję, że się podoba.