Rozdział 22
Rano do mojego pokoju przyszedł Alec, i przypomniał mi o wycieczce. Poszliśmy do lasu, do domku w którym znalazłam Aleca. Na polankę na której ćwiczyłam, nie trafiliśmy dlatego, że poszliśmy inną drogą. Cały dzień chodziliśmy po lesie. Demetri i Alec pobiegli w głąb lasu. Nagle poczułam tak jakby wybuch mocy. Kolory zawirowały mi przed oczami, nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili się uspokoiło, to było coś takiego jakbym miała dar Eleazara i była w pobliżu osoby której właśnie utworzył się potężny dar. Tylko o wiele potężniej to poczułam.
-Jane –usłyszałam głos Aleca –idziesz?
-Jasne, po prostu zamyśliłam się –powiedziałam mając nadzieję, że nie zauważy, że kłamię. Nie zauważył. Musiałam tu trochę postać skoro zawrócił.
-OK, idziemy dalej?-No tak, dalej stoję w tym samym miejscu
-Jasne, idziemy. -powiedziałam
Łaziliśmy po lesie kilka godzin. Kiedy patrzyłam na Heidi i Dema stwierdziłam, że to głupie. Robią do siebie maślane oczy, a i tak boją się powiedzieć co czują.
W drodze powrotnej urządziliśmy wyścigi. Wygrał Demetri, ja byłam druga, Alec trzeci a Heidi ostatnia. Postanowiliśmy, że niedługo znów wybierzemy się na taką wycieczkę.
Aro znowu czegoś od nas chciał. Weszłam do sali i zobaczyłam dziewczynę. Miała ok. 19 lat, krótkie, ciemne włosy i intensywnie niebieskie oczy. Była wysoka i szczupła, a na twarzy miała bliznę która wyglądała, jakby wilk przeciął jej skórę pazurami. Dziewczyna wydawała mi się dziwnie znajoma.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie oddycham. Wciągnęłam powietrze i zauważyłam, że zapach dziewczyny jest lekko odpychający.
-Kto to jest? –zapytałam
-Zmiennokształtna, sprzymierzyła się z wilkołakami i teraz za to zapłaci. –powiedział Aro.
-Uspokój się, Aro –powiedział Kajusz –najpierw powie nam kim jest i po co tu przyszła.
-Przyszła? Ale skoro sprzymierzyła się z wilkołakami, to nie powinna tu przychodzić. –powiedziałam zdziwiona.
-Masz rację, Jane –powiedziała dziewczyna, uśmiechnęła się delikatnie na widok mojej miny
-Skąd znasz moje imię?
-Pewnie już mnie nie pamiętasz, ale zanim zmarła twoja babcia, często do was przychodziłam. Kiedy zamieszkałaś u swojego wujka, sprawdzałam czy nic cie nie jest. –powiedziała. Faktycznie, przychodziła, pamiętam ją jak przez mglę, ale pamiętam.
-A dlaczego miałoby coś mi się stać?
-Przeczucie? –zapytała nadal lekko się uśmiechając.
-Powiedz co tu robisz. –odezwał się Aro
-Hmm… może na początek się przedstawię? –zapytała nie oczekując odpowiedzi – Mam na imię Ana i fizycznie mam 19 lat. Jestem zmiennokształtną i zmieniam się w wilka. Wypadło na wilka, bo mój przyjaciel był wilkołakiem.
-A jaki ma to związek z tym, ze zmieniasz się w wilka? –zapytał Alec, najwyraźniej niewiele rozumiejąc. Tak nawiasem mówiąc, ja też nie rozumiałam.
-Solan był moim przyjacielem, wiedziałam kim jest i nie przeszkadzało mi to. Podświadomie wybrałam wilka, bo uważałam, że jest dla mnie najodpowiedniejszy.
Solan? Znam to imię. Czy to nie on przychodził i zabierał mnie i Aleca do lasu?-pomyślałam
-I to dlatego sprzymierzyłaś się z wilkołakami? –zapytał Marek
-Nie, Solan nie chciał, żebym z nimi walczyła.
-Więc dlaczego? –tym razem zapytał, zniecierpliwiony już, Kajusz
-Bo wy go zabiliście. 20 lat temu.
-Od 30 lat nie prowadzimy wojen z wilkołakami, więc nie możliwe, żebyśmy go zabili.
-Zwykły człowiek b go nie zabił, nie rozerwałby go na strzępy.
-Nie jesteśmy jedynymi wampirami na świecie. –zauważył Aro
-Tak, ale to wy za nich odpowiadacie.
-Nie możemy kontrolować wszystkich.
-Wiem, zresztą nie przyszłam robić wam wyrzuty.
-A po co? –zapytał Aro
-Przekazać wiadomość. Żaden z wilkołaków nie chce przenosić wilkołactwa na potomków i innych ludzi. Chcemy zawrzeć jakiś pokuj. My nie atakujemy was, wy nas.
-Jaki będziemy mieć z tego pożytek?
-Jedną wojnę mniej, więcej was żywych.
-Jakoś do tej pory udawało… -powiedział Kajusz, ale Ana przerwała mu wpół słowa.
-Wszyscy chcą… a zresztą, nie będę wam nic mówić, póki nie odpowiecie na naszą ofertę.
-Dobrze, damy wam spokój, chyba, że wy zaatakujecie. Masz nasze słowo. –powiedział Aro
-Wszyscy chcą zaatakować razem. Nie wiem gdzie, ale na pewno mają już plan. To tyle co miałam przekazać. Teraz wybaczcie, ale muszę już iść.
-Nie tak… -znowu zaczął Aro, ale tym razem przerwał mu Kajusz.
-Idź i przekaż, że ich nie zaatakujemy, ale ponieważ nie wiemy kogo nie możemy atakować proponuję ustawić jakieś hasło czy coś, żebyśmy wiedzieli.-najwyraźniej chciał ją spławić. Dziewczyna spojrzała na niego dziwnie, ale kiwnęła głową.
-Dobrze, przyjdę za jakiś czas z ustanowionym znakiem. –powiedziała Ana i wyszła.
-Jane, odprowadź ją, i przypilnuj, żeby nikt jej nie zaatakował. –tym razem odezwał się Marek, patrząc ze złością na Ara.
-Oczywiście –powiedziałam.
-Z tego co słyszałam, to właśnie na Kajusza miałam najbardziej uważać. –powiedziała kiedy oddaliłyśmy się od WS
-Tak, dobrze słyszałaś –powiedziałam –ale on nie złamie danego słowa.
-A Marek?
-Marek też.
-A Aro?
-Chyba też –powiedziałam
-Tak, dziś to udowodnił, nie ma co. –powiedziała a ja uśmiechnęłam się.
-Liczę, że niedługo cię zobaczę –powiedziałam kiedy doszłyśmy do wyjścia.
-Na pewno.
Do WS wróciłam w wampirzym tempie.
-Dlaczego pozwoliliście, jej iść, moglibyśmy wydusić z niej informację.-powiedział Aro
-Daliśmy jej słowo, więc zamierzam go dotrzymać. Dziwne, że w ogóle to przyszła. –powiedział Kajusz.
Weszłam do WS i słuchałam ich kłótni. Marek i Kajusz utrzymywali, że nie złamią obietnicy danej Anie, a Aro, że ta obietnica jest nie ważna, a ona nie powiedziała im wszystkiego. Nie chciało mi się słuchać ich kłótni, więc pociągnęłam Aleca za rękę, ze wyszedł ze mną.
-Jane, co ty na to, żebyśmy poszli jutro na wycieczkę? Tak jak kiedyś z babcią. –powiedział kiedy weszliśmy do mojego pokoju
-Możemy iść. –powiedziałam –Alec, a pamiętasz jak poszliśmy nie tą ścieżką i trafiliśmy na malinową polankę?
-Tak, babcia nas szukała 3 godziny a my siedzieliśmy i jedliśmy maliny.
-Jak się zorientowaliśmy ile tam siedzieliśmy uzbieraliśmy ich i wróciliśmy do domu.
-A ona zrobiła nam z nich ciasto. –powiedział
-Kiedy to było?
-Kilka miesięcy przed tym jak… odeszła –powiedział, tak jak ja bardzo ją kochał i również bardzo przeżył jej śmierć. Ja miałam lżej, mogłam z nią rozmawiać, on nie. Ale i tak to on musiał mnie pocieszać.
-A może poszukamy tej polanki? –zapytałam
-Dobra, zobaczymy jak szybko ją znajdziemy, chociaż, z twoją orientacją trochę to potrwa.
-Aż taką słabą mam orientację?-udałam oburzenie
-Nie, po prostu dziewczyny nie mają w głowie czegoś, dzięki czemu szybko określiłyby kierunki. W przeciwieństwie do nas, chłopców.
-Tak, ale wiesz mózg zajmuje strasznie dużo miejsca. - Powiedziałam i natychmiast musiałam uchylić się przed lecącą w moją stronę puchową poduszką.
I jest rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Nadal szukam kogoś, kto chciałby pisać na tym blogu, mam nadzieję, że ktoś się zgłosi.