piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 11


    Rozdział 11 

-Jane...–usłyszałam głos Aleca-pomóż mi–a potem chyba znów straciłam przytomność. Kiedy się ocknęłam, miałam nadzieję że to wszystko to tylko zły sen. Po chwili jednak straciłam tą nadzieję.
-Panie, Jane była zrozpaczona śmiercią brata. Dlatego straciła przytomność. Innego wytłumaczenia nie znam i raczej nie wymyślę.-mówił Eleazar głosem osoby która powtarza coś po raz setny. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Alec nie żyje. Powoli otworzyłam oczy. Ktoś do mnie podszedł. Kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam że to Marek.
-W porządku? –zapytał
-Tak, nie, nie wiem –powiedziałam bez ładu i składu. Czułam tylko pustkę i ból.
-Spokojnie to uczucie przejdzie.-Marek mówił, jakby przeżył coś takiego.
-Ale, Alec, on… to niemożliwe –powiedziałam i zaszlochałam. Jakie to głupie u wampirów że nie mogą płakać, pewnie gdybym mogła, łzy lałyby się strumieniami. Z godzinę próbowałam się uspokoić. 
-Spokojnie, uspokój się –usłyszałam głos Marka. Powoli się uspokajałam, a kiedy udało mi się, Marek powiedział:
-Idź i weź kąpiel, przebierz się a potem przyjdź do Wielkiej Sali. Mój brat pragnie cię zobaczyć.-Czy mi się wydaje, czy ostatnie zdanie powiedział, prawie z wściekłością w głosie?
-Dobrze. –powiedziałam, Marek wyszedł, a ja wzięłam ręcznik i czyste ubranie. Nie wiem kiedy się umyłam, przebrałam i doszłam do WS. Kiedy weszłam wszyscy patrzyli się na mnie. Potem większość wampirów próbowała mnie pocieszać. Jenak Aro prawie od razu wszystkich uspokoił, potem pytał mnie o coś, a ja odpowiadałam. Nie wiem o co mnie pytał, ani ile czasu mu to zajęło. Po prostu stałam, odpowiadałam na pytania myśląc jedynie o Alecu. W końcu Aro, który chyba zauważył, że nie zwracam na niego większej uwagi, z wyjątkiem odpowiadania na podstawowe pytania, możliwe też, że na niektóre nie odpowiadałam, chciał sprawdzić moje wspomnienia. Jednak Marek powiedział mu, żeby zrobił to później, bo jeszcze bardziej naruszy moją psychikę. Byłam mu za to wdzięczna, bo wiem, że wtedy musiałabym wszystko oglądać, a zresztą, po co mu to, był tam, wszystko widział. Może po prostu lubi dręczyć wampiry i ludzi?
Kilka minut później przyszła Heidi z ludźmi. Ona to ma wyczucie, po prostu nie ma to jak przyprowadzić  chłopców wieku Aleca, kiedy jego siostra przeżywa załamanie z powodu jego śmierci.
-Napij się, bo opadniesz z sił-powiedział Kajusz, a ja tylko kiwnęłam tylko głową, nie miałam zamiaru zabijać. Nie dziś. Spojrzałam na nich i zaczęłam myśleć o ich rodzinach. O rodzicach, dziadkach, rodzeństwie, może dla któregoś to była wycieczka z okazji urodzin. Kątem oka zobaczyłam, że Kajusz już wypatrzył ofiarę, nie wiem jak, ale wsadziłam wszystkich pod działanie mojego daru. Ale chłopcy nie krzyczeli.Tylko zaciskali zęby, jak Alec kiedy spadł ze schodów i złamał nogę. Pamiętam, że nie mógł stanąć na lewą nogę, jednak wyszedł do ogrodu, w którym siedziałyśmy z babcią. Kiedy miał nastawianą nogę nawet nie pisnął. No cóż, on nie, ja tak. Zawsze, gdy widziałam, że go coś boli tak reagowałam.
-Jane! –krzyk Marka przebił się przez moje myśli i zaczęłam rozróżniać słowa. –im też robisz krzywdę, nie widzisz? Ich też boli, tylko odrobinę lżej!
Natychmiast przestałam i pobiegłam do mojego pokoju. Po kilku sekundach przyszedł do mnie Marek, ale ja myślałam tylko o Alecu. O innych sytuacjach gdy byliśmy razem. Na przykład tuż po śmierci babci. Leżałam wtedy na swoim łóżku i całymi dniami wpatrywałam w sufit. Czułam się wówczas podobnie, prawie tak samo. Nie wiedziałam jeszcze, że będę mogła z nią rozmawiać. Alec w końcu nie wytrzymał i wyciągnął do ogrodu (narażając się na krzyki, pobicie i zwyzywanie). Zrobił kanapki i kazał mi zjeść. Potem, nie zważając na protesty, przytulił mnie i siedzieliśmy kilka godzin w ciszy. A kiedy się ściemniło i na niebie pokazały gwiazdy zaczął nucić piosenkę której nauczyła nas babcia.  Mówiła ona, że każdy zmarły jest na niebie jako gwiazda, a te które świecą najmocniej, to nasi najbliżsi.   Przesiedzieliśmy w ogrodzie całą noc, śpiewając, wspominając, płacząc. Nie wiem, co bym wtedy bez niego zrobiła. Był dla mnie jedynym pocieszeniem. Właśnie, ,,był". Już go niema. Na ta myśl  poczułam   ukłucie w sercu. Nagle ciszę przerwał dźwięk otwieranych drzwi i do mojego pokoju wpadł wściekły Aro a za nim dość spokojny, jak na siebie, Kajusz.
-Ktoś mógł uciec co ty sobie wyobrażasz?! –wrzeszczał na mnie Aro, a patrzyłam na niego jakbym zastanawiała się, czy go nie zabić. W sumie przeszło mi to przez myśl, ale zrezygnowałam jeszcze w tej samej chwili. Alec nie chciałby, żebym zabijała każdego kto przeszkodzi mi w rozmyślaniach o nim.
-Jej brat nie żyje, zginął na jej oczach, mógłbyś chociaż udawać, że to cię obchodzi.- powiedział Marek
-Ona nie jest tobą, ma coś takiego, co się nazywa uczucia. Więc z łaski swojej, spadaj stąd, jeśli, nie chcesz  jeszcze raz posmakować jej daru i mojej pięści przy okazji.–dołączył się Kajusz. Aro był zdziwiony zachowaniem braci i wyszedł oniemiały. W sumie sama się zdziwiłam zachowaniem Kajusza... i jego słowami. Po jego tonie można odnieść wrażenie, że, tak jak Marek, sam stracił kogoś bliskiego. Ale przecież są rodzeństwem, więc jeśli on i Marek, to Aro też...
-W porządku? –zapytali Marek i Kajusz jednocześnie. Kiwnęłam tylko głową i wróciłam myślami do Aleca. Tak bardzo chciałabym móc z nim porozmawiać, przytulić się do niego, poczuć to co on... Nagle poczułam się tak, jak kiedy ostatnio kiedy sprawdzałam co z Alecem, ale... przecież wtedy żył. Nagle wpadło mi do głowy, że może o jednak żyje. Złudna nadzieja, ale wtedy chwytałam się każdej. Pomyślałam, że może tak jest po śmierci. Żeby to sprawdzić postanowiłam zobaczyć, jak się odczuwa osobę martwą. Skupiłam się na babci i nie odczułam niczego. A raczej coś niewyraźnego i niewiarygodnie oddalonego. Sprawdziłam jeszcze raz co z Alecem i doszłam do wniosku, że możliwe jest, że on żyje, niestety równie dobrze mogłam się pomylić, jednak nie traciłam nadziei. W końcu, w moim słowniku nie ma słowa ,,niemożliwe". Jednak postanowiłam skonsultować się z tym z babcią, byłam gotowa zrobić wszystko, byle tylko mieć pewność... chociaż w sumie to mogło trochę poczekać, teraz chcę tylko nie tracić nadziei.

OK, jest notka, nudna, głupia itp. Następną dodam, jak będzie chociaż 1 komentarz, albo 3 osoby zagłosują w ankiecie, do tej pory zagłosowały 3, więc musi być ich 6. Jeśli nie będzie uznam, że nikt nie czyta, a rozdziały będą pojawiały się rzadziej.

środa, 28 listopada 2012

Rozdział 10


Rozdział 10

Otworzyłam oczy i poczułam się niewiele lepiej. Wiem tylko, ze Alec nadal żyje, ale jak długo? Tak bardzo się o niego bałam. Nagle do mojego pokoju wpadł Demetri.
-Jane, chodź idziemy szukać Aleca.
-Ale mieliśmy zacząć szukać rano. –zaprotestowałam, liczyłam, że babcia zdąży mi powiedzieć, jak go znaleźć. Ten sposób był pewniejszy, a w razie czego pewnie dotarłabym szybciej z Volterry.
-Tak, ale ktoś podrzucił nam to –powiedział i podał mi kartkę. Przeczytałam i zamarłam, przecież to nie może być prawda, a poza tym, skąd ten wampir wie o mojej rodzinie?
-Ale... to niemożliwe. Przecież Alec ma silny dar.-sama się uspokajałam  
-Wiem, ale inne wampiry też mają potężne dary. Możliwe, ze ktoś będzie w stanie przezwyciężyć dar twojego brata.–powiedział Dem i po chwili poszliśmy razem do WS. Aro, który chwilę wcześniej rozmawiał z braćmi, poprosił, żebyśmy podali mu kartkę.
-,, Alec jest już mój. Nie próbujcie go szukać, bo zapłacicie wszyscy. Chociaż myślę, że ta mała blondyneczka będzie miała najwięcej powodów do smutku. Najpierw rodzice, potem babcia, teraz to...  Minit"-Aro czytał list spokojnie. Jakby Minit nie groził, że zabije mojego brata, ale składał mu życzenia.-Musimy znaleźć Aleca jak najprędzej, znając Minit nie mamy za dużo czasu. 
-Co jeden wampir może takiemu wampirowi jak Alec? -zapytał ktoś, chyba Felix
-Wampirzyca –poprawił Kajusz –ok. 1000 lat temu zabiła pewnego wampira ze straży. Jej dar jest bardzo potężny. Dzięki niemu jest w stanie zapanować nad wampirem czy człowiekiem. Na szczęście tylko nad jednym. Jedynym wyjątkiem jest, gdy wyda wampirowi polecenie, które ten ma wypełniać przez resztę swojej egzystencji. 
-Wtedy mogła nad jednym, teraz być może umie zapanować nad większą ilością –Aro najwyraźniej postanowił mnie dobić, uzupełniając wykład brata.
-Gdzie ona może być? –zapytałam, nie dając po sobie poznać, jakie emocje mną targają. 
-Możemy sprawdzić w miejscu gdzie była ostatnio. Ale to dość daleko. -Marek chyba zapomniał, jak wielką moc posiadam. Kiedy jetem zła, nie panuję nad nią i wtedy niewiele osób jest w stanie mnie powstrzymać.
-Gdzie? –warknęłam, a Aro spojrzał na mnie z dezaprobatą. 
-Niedaleko San Roberto.-Marek chyba zauważył, że niewiele mi brakuje do wybuchu
-To na co czekamy? –tym razem wysyczałam.
-Tak, ruszamy –powiedział Aro, zauważając, że jeśli będzie trzymał mnie w niepewności, może zaowocować tym, że ,,poczęstuję" wszystkich wokół moim darem.
Wyszliśmy z Volterry i pobiegliśmy. Trzymaliśmy się z dala od większych miast, przez co podróż była dłuższa. Nie mam pojęcia jak długo biegliśmy, ale kiedy wreszcie dobiegliśmy do San Roberto, Aro zaprowadził nas do pobliskiego lasu i z wtedy ruszył. Pobiegliśmy za nim i po kilku minutach dobiegliśmy do małego dworku. Rozejrzałam się i zobaczyłam że Alec idzie w naszą stronę. Ucieszyłam się, że nic mu nie jest. Podbiegłam do niego i uściskałam, ale... on mnie odepchnął. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Spojrzałam mu w oczy i... zobaczyłam pustkę. Żadnych emocji, nic. Po chwili zobaczyłam, że w naszą stronę idzie jakaś wampirzyca. Wyglądała na jakieś 20 lat. Blada, prawie biała, jak u wszystkich wampirów, cera kontrastowała z czarnymi włosami, które sięgały jej do pasa. Czerwone oczy, małe usta, pełne policzki. Kiedy do mnie podeszła zobaczyłam, ze jest dość wysoka.
-Marku, Aro, Kajuszu, jak miło was widzieć. Ciebie też, Jane, Alec dużo mi o tobie opowiadał.-powiedziała z mściwym uśmiechem
-Minit, jak miło, że się spotykamy. –ja nie mogłam nic wykrztusić, ale Kajusza najwyraźniej to nie obejmowało-Wreszcie możemy dokonać wyroku za zabicie Ariana.
-Sam się zabił.-zaprzeczyła z uśmiechem
-Co zrobiłaś Alecowi?! –krzyknęłam czując jak wzbierająca złość sprawia, że odzyskuję mowę.
-Ach tak, bym zapomniała. Alec wiesz co robić.-powiedziała, a z jej twarzy nie schodził ten obrzydliwy uśmieszek.
-Tak, pani –powiedział, nie miałam pojęcia o co chodzi, ale za to miałam okropnie złe przeczucia. Alec odwrócił się i podszedł do stosu, którego wcześniej nie zauważyłam, chyba za bardzo skupiałam się na Alecu. Wszedł na sam środek i podpalił. Dopiero po chwili zorientowałam się co się dzieje. 
-Alec!!! –krzyknęłam i pobiegłam w kierunku stosu, na który pewnie bym wskoczyła, gdyby ktoś mnie nie złapał. Po kilku minutach przestałam się wyrywać, tylko łkałam cicho wtulając się w wampira. Nie czułam już nic z wyjątkiem smutku i pustki. Jedyną rzeczą o której myślałam było to, ze nie ma już Aleca. Nie ma już mojego brata. Nie ma jedynej osoby, która rozumiała mnie bez słów, która zawsze stawała w mojej obronie, rozśmieszała, gdy byłam smutna, pocieszała, gdy tego potrzebowałam, odciągała od rozmyśleń, które i tak do niczego nie prowadziły, a ja się nimi zadręczałam. Nagle obok pustki i smutku pojawił się ból. Był o wiele gorszy od bólu przemiany, bo teraz wiem, że gdy... że jeśli się skończy, to nie będzie przy mnie Aleca. 
Wampir, który mnie złapał mocno mnie przytulił. Chciałam na niego spojrzeć, ale nie byłam z wstanie. Zacisnęłam mocniej powieki. Po chwili straciłam przytomność. Jestem dziwnym wampirem, ciągle mdleję.-przeleciało mi jeszcze przez głowę. Cieszyłam się z otulających mnie ciemności, przynajmniej nie będę musiała patrzeć na ten stos...
-Jane… -usłyszałam jeszcze cichy głos Aleca, nim ciemności udało się pochłonąć wszystko.

I jak? Podoba się? Mam nadzieję :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 9


 Rozdział 9 

-A teraz posłuchaj,-powiedział na zakończenie- spotkajmy się za trzy dni o północy w lesie 5 km stąd.   Tam odbędzie się pierwsza lekcja. 
-Dobrze –odrzekłam niepewna czy będę w stanie znaleźć odpowiednie miejsce.
-Idź już do siebie. Ktoś może zauważyć, że wyszłaś. –powiedział i poszedł w kierunku wejścia do zamku. Pięć minut później również poszłam w tamtym kierunku.
To dziwne,-pomyślałam, gdy leżałam w swoim pokoju na łóżku-jesteśmy wampirami, nie męczymy się, nie potrzebujemy snu a mimo to całą noc jesteśmy w swoich pokojach. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale to bardzo dziwne. 
Nagle usłyszałam pukanie. Powiedziałam ,,Proszę!” i wszedł Felix.
-Czego chcesz? –zapytałam twardo.
-Zapytać czy jest u ciebie Alec.-odpowiedział, widocznie przeszła mu już ochota na wyznania miłosne. I dobrze, nie jestem pewna, jak zareagowałabym tym razem. Kiedy jestem wściekła nie panuję nad sobą.
-Jak widzisz, nie ma go tu, może sprawdź w jego pokoju, co?
-Sprawdzałem.
-To może do kogoś poszedł.
-Do kogo?
-Nie wiem, może do Demetriego?
-OK, sprawdzę, dzięki. –powiedział i wyszedł. Poszłam do garderoby. W końcu trzeba jeszcze wybrać w co się jutro ubrać. Skończyłam godzinę później. Zdecydowałam się, na czarną spódniczkę i bluzeczkę z krótkim rękawem. Poszłam do łazienki wziąć kąpiel. Po 15 (albo 60, ale co to za różnica) minutach wyszłam z wanny i ubrałam się w przyszykowane wcześniej ubrania. Wróciłam do , położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać jakąś książkę. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam ,,Proszę!” i wszedł Demetri.
-Jane, Alec zniknął.-powiedział ze strachem w oczach.
-Jak to zniknął?!
-Nigdzie go nie ma.
-Nie możesz go wytropić?
-Nie. To dziwne, ale ktoś zatarł trop. Idź do Wielkiej Sali, a ja zawiadomię resztę.-powiedział, a ja miałam nadzieję, że to jakiś żart, albo sen. Chociaż w sumie wampiry nie śpią.
-OK –powiedziałam zdenerwowana. W drodze do WS skontaktowałam się z babcią.
-Babciu, Alec gdzieś zniknął. Mogę jakoś pomóc w jego szukaniu?
-Na razie nie, ale jeśli go dość szybko nie znajdą będziesz musiała spróbować. Obawiam się, że jest w niebezpieczeństwie. Ale to tylko domysły.
-A wiesz co się z nim dzieję?
-Tak, jest nieprzytomny, ale nie wiem gdzie jest. 
-Ale ja będę w stanie go znaleźć?-zapytałam, a kiedy uzyskałam odpowiedź twierdzącą uspokoiłam się.
Doszłam do WS, byli tam prawie wszyscy. Po chwili weszli jeszcze: Eleazar, Renata, Felix i Demetri.
-Posłuchajcie! -zaczął Aro – Alec zniknął, czy ktoś wie gdzie może być? -Nikt się nie odezwał.-Do rana pomyślcie gdzie mógł pójść, albo czy był ktoś, kto go szczególnie nie lubił. Jeśli ktoś na coś wpadnie zaczniemy szukać od razu. Jeśli nie będzie żadnych pomysłów zaczniemy przeszukiwać okoliczne miasta. 
-Dlaczego nie zaczniemy go szukać już teraz? A jeśli jest w lesie? Rano może być za późno!-krzyknęłam
-Wysłaliśmy już odpowiednie wampiry na poszukiwania. Zrobiliśmy to, gdy tylko doszła do nas wieść o jego zniknięciu.-uspokoił mnie Kajusz, jednak wyraźnie nie podobało mu się, że podważam ich decyzję.
Wszyscy więc poszliśmy do swoich pokoi, a ja byłam bardzo zdenerwowana, nie wiedziałam co robić. Postanowiłam sprawdzić czy uda mi się... może nie znaleźć Aleca, ale sprawdzić czy nic mu nie jest. Zamknęłam oczy i skupiłam się na moim bliźniaku. Po chwili poczułam się jak pod działaniem jego daru. Wiem to, bo jakiś czas wcześniej poprosiłam go, by pokazał mi jak to jest. Domyśliłam się, że jest nieprzytomny. Albo ktoś używa na nim jego własnego daru.

I jest rozdzialik. Mam nadzieję, że się podoba :)

sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 8


Rozdział 8 

  Następnego dnia byłam rozkojarzona. Nie mogłam się doczekać spotkania, a Marek wydawał się być znudzony, a może tylko grał. Nie wiem jakim cudem, ale jakoś doczekałam się wieczora, kiedy przypomniałam  sobie, że Marek nie napisał mi gdzie mamy się spotkać. Pierwszego dnie trochę dziwnie się czułam, kiedy mówiłam do nich ,,panie", a teraz... nie wiem jak mam się zwracać do Marka. W myślach, czy mówiąc o nich, nie ma problemu z używaniem ich imion, ale... No nic, wszystko powinno się wyjaśnić. Postanowiłam iść do wanny i się wykąpać. W łazience zastanawiałam się, czy nie powinnam jak najszybciej wyjść, może Marek zostawił, nie wiem, jakiś znak w miejscu, gdzie mamy się spotkać. Gdy weszłam do swojego pokoju zobaczyłam na stoliku kartkę.


Jane!
Czekaj na mnie przy fontannie.
                                                M.


Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam liścik. Postanowiłam poszukać jakichś ubrań. W końcu wybrałam czarną spódnicę i bluzkę z długimi rękawami, zastanawiałam się nad peleryną, ale doszłam do wniosku, że nie idę na wojnę. Było już 30 minut po północy więc postanowiłam wyjść. Szłam w ludzkim tępię, więc doszłam za 5 pierwsza. Po drodze oglądałam ogród. Szkoda, że wcześniej nie wychodziłam w nocy, wtedy ogród, w świetle księżyca, wygląda pięknie. Dzięki temu, że o tej porze nikt tu nie wchodził, zwierzęta bez obawy wychodziły ze swych kryjówek. Oparłam się o fontannę i przyglądałam wielobarwnym kwiatom, z których kilka rodzai zamykało pąki na noc. Kilka minut później pojawił się Marek. 
-Witaj Jane, Zapewne zastanawiasz się skąd wiem o twojej mocy.-powiedział trochę... zdenerwowany(?)
-Witaj,-powiedziałam, starając się, by mój głos był spokojny- tak zastanawiam się skąd o tym wiesz, panie.
-Nie widzę powodu, żebyś mówiła tak do mnie.-czyli kwestia zwracania wyjaśniła się.- Ale wracając do twojego pytania. Didyme mi powiedziała. Rozmawiała z twoją babką, a, że chyba mogę cię czegoś nauczyć, postanowiłem napisać tamte liściki. Poza tym Didyme  miała kiedyś taką wizje, ale nie wiedziała jak wyglądasz.
-Aha, czy ona też miała taką moc.-powiedziałam, nim zdążyłam sobie przypomnieć że to był jej dar.
-Miała, ale o wiele mniejszą niż ty. 
-A czy ta moc wystarczyłaby, żeby się przed wampirem?-zapytałam, wpadając na pewien pomysł.
-Wystarczyłaby-powiedział, chyba nie wiedząc o co mi chodzi.
-To nie mogła obronić się przed tamtym wampirem?
-Opowiem ci jak to było naprawdę, wtedy zrozumiesz. Pewnie Demetri ci opowiadał, jak ona zginęła, tak? -kiwnęłam głową.-Gdy szliśmy na wojnę z nowonarodzonymi, zostawiliśmy Didyme kilka kilometrów dalej. Walczyliśmy kilka dni. W końcu wygraliśmy. Ja, Aro, Kajusz i Demetri poszliśmy po Didyme. Już wtedy miałem złe przeczucia. Jak tylko weszliśmy do jej pokoju zobaczyliśmy, że umiera, a przynajmniej tak nam się wydawało. Przez swoją głupotę...-głos mu się załamał, po chwili jednak kontynuował.- Postanowiłem ją przemienić, mimo, że coś wrzeszczało we mnie ,,Nie!” Podszedłem do niej i przytrzymałem. Wyrywała mi się, ale byłem pewien, że to dlatego, że ma gorączkę i majaczy. Powinienem wiedzieć, że ona ZAWSZE  wie co robi. Ugryzłem ją. Ona zaczęła krzyczeć ale po chwili przestała. Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje, przecież przemiana jest bardzo bolesna, nie powinna być w stanie się opanować i przestać krzyczeć. Wtedy dotarło do mnie co się stało. Wyrzuciłem wszystkich z pokoju i zamknąłem się na klucz. Pożyczyłem dar jakiegoś wampira i przypilnowałem, żeby pomieszczenie było dźwiękoszczelne. Sprawdziłem wszystko co się dało i... zobaczyłem że niestety miałem racje. Ten wampir który wszedł to nie był nowonarodzony.   Widzisz, on pewnie był starszy nawet od nas. I niestety nienawidził mnie i moich braci z całego serca. Wiedział, że zależy mi na Didyme, dlatego to zrobił. Wstrzyknął jej jad wilkołaka. Gdybym jej nie ugryzł żyłaby jako wilkołak, ale to zrobiłem. Tamten wampir wiedział, że nie będę się zastanawiał. Jad wilkołaka i wampira razem zabiły ją, ale nie od razu. Pięć dni cierpiała bardziej, niż jakikolwiek wampir podczas przemiany. I przez te pięć dni za pomocą zmodyfikowanego daru Ara mogłem z nią rozmawiać. Piątego dnia stwierdziła, że jeszcze kiedyś się zobaczymy... i zmarła. Dwa dni siedziałem i nic nie robiłem, tylko wpatrywałem się w jej ciało, w końcu Aro i Kajusz nie wytrzymali, wyważyli drzwi i weszli. Demetri stwierdził, że to jakiś nowonarodzony ją zabił, a przemiana się nie udała, bo Didyme była za bardzo wyczerpana. Nie wyprowadzałem go z błędu. Kiedy wróciliśmy do Volterry prawie zabiłem Ara. To on nie chciał jej przemienić, kiedy był jeszcze na to czas. Nieczęsto Aro naprawdę czegoś żałuje, ale wtedy... Bolało go to prawie tak jak mnie. Chyba do tej pory się obwinia, ale za nic w świecie tego nie okaże. Tydzień po jej śmierci okazało się, że mogę z nią telepatycznie rozmawiać. Powiedziała, że to dlatego, że muszę coś zrobić... że będę musiał coś zrobić. Wtedy zadałem pytanie, które wcześniej nie wpadło mi do głowy. Zapytałem, dlaczego nie otoczyła się tarczą. Powiedziała mi, że założyła ją na mnie, Ara i Kajusza. Ona była silna, jednak utrzymanie tarczy, nieważne czy mentalnej czy fizycznej zawsze sprawiało jej trudność. A utrzymać taką na trzech osobach i to oddalonych o kilka kilometrów...-Marek na chwilę przestał mówić, jakby zbierał myśli- Gdy jeszcze Didyme żyła, ja byłem liderem. Jednak potem... miałem tego dość i Aro przejął to stanowisko.-Gdy Mężczyzna skończył opowiadać przez chwilę siedzieliśmy cicho.-Może teraz ty opowiesz mi coś o sobie?-zaproponował, od razu się zgodziłam. Opowiedziałam mu o babci, jej śmierci a na koniec o wujku Tomie. 

I jak? Mam nadzieję, że nie jest tragicznie :)